piątek, 31 października 2014

Yankee Candle Bahama Breeze

Cześć :* Dziś mam dla Was drugi z wosków YC, które zamówiłam w ramach darmowej wysyłki. Wspominałam Wam o tym już jakiś czas temu :)
Czy ten tropikalny słodziak uwiódł także i mnie? Zapraszam do dalszej części postu :)


Opis producenta

Jest ciepło. Upalnie wręcz! Bose stopy zapadają się w rozgrzanym, czyściutkim piasku, a wzrok przykuwa majestat miarowo uderzających fal. Idealny odpoczynek pod palmami – gdzieś na dalekiej wyspie. Doskonały relaks i cudowne odprężenie, które zaprasza nas do świata skończonego, doskonałego, gdzie powietrze pachnie morską bryzą i chłodnym koktajlem. To właśnie on, orzeźwiający tropikalny drink został zatopiony w wosku Bahama Breeze – pachnącym świeżym ananasem, słodkim mango i sokiem świeżo wyciśniętym ze słonecznego grejpfruta.

Wosk dostępny TUTAJ

Moja opinia

Choć wosk jest z linii letniej, jest również idealny na jesień. Potrafi przywołać letnie wspomnienia. Zapach jest słodki, lecz nie mdły. Przeglądając opinie na temat tego zapachu na różnych blogach, natrafiłam na stwierdzenie, iż pachnie jak Escady- zgadzam się z tym w stu procentach! Nie jestem w stanie określić dokładnej nazwy perfum, ale zapach jest bardzo zbliżony do ogólnych założeń producenta. Dla mnie to rześka mieszanka owocowych i kwiatowych nut. Po odpaleniu tealighta i nagrzaniu kominka, zapach rozprzestrzenia się dość szybko po pokoju, wypełniając nawet najmniejszy jego zakątek. Jest dość intensywny, ale nie aż tak, jak opisywany wcześniej Soft Blanket. Dostrzegam w nim jednak jeden minus- ten sam wosk zapalony ponownie nie jest już tak intensywny. A szkoda, bo pluszowy misiu taki właśnie jest- palony kilkakrotnie nie traci na intensywności. Ale zapach nam to wynagradza. Jeżeli lubicie takie rześkie i słodkie połączenia- ten zapach jest idealny dla Was :)
Miałyście ten zapach? Lubicie?

Wosk i inne produkty Yankee Candle można zakupić w sklepie Goodies.pl






Kochane, dziś ostatni dzień rozdania, zgłaszajcie się póki czas :)


środa, 29 października 2014

Aktualizacja włosowa

Cześć. Dziś krótki post, podsumowujący moje zmagania ze zwiększaniem przyrostu włosów. Jak wiecie, w tym celu zażywałam CP w różnych wariantach. Od sierpnia, przez miesiąc stosowałam CP, drugi miesiąc- CP + wcierka, wrzesień- sama wcierka. Efekty możecie zobaczyć poniżej.

Sierpień: +2cm 
Wrzesień: +3cm
Październik: +2,5cm

Daje to łączny przyrost 7,5cm. Przyznam szczerze, że ja tego aż tak nie widzę. Włosy mierzył mi Jakub, ufam jego pomiarom, ale mógł wkraść się błąd. Przyjmuję, że włosy urosły może ok. 6cm.
Na poniższym zdjęciu jest to mało widoczne ze względu na inną perspektywę zdjęcia (specjalnie założyłam taką samą bluzkę :D ). Tak czy inaczej, przyrost jakiś tam jest i z tego powodu się cieszę.



Jak widać, największy przyrost uzyskałam stosując wcierkę oraz CP. Zamierzam powrócić do CP od listopada, ale zmieniam wcierkę- jeszcze nie wiem na jaką, muszę rozejrzeć się w drogeriach.

Przypominam Kochane o rozdaniu- zostały tylko dwa dni :)



poniedziałek, 27 października 2014

Moja włosowa historia, czyli od blondynki do blondynki

Cześć :) Dziś mam dla Was post, na którego pomysł wpadłam wczoraj przeglądając moje stare zdjęcia. Czemu by Wam nie pokazać moich włosowych wariacji i przemian. Zaznaczam i proszę o wyrozumiałość dla mojej facjaty i słit foci, śmiejcie się, ale wtedy takie fotki z rąsi były na porządku dziennym, dziś się mam ładny ubaw :D Grunt, ze nie było dziubków.

 Niestety, nie pokażę Wam koloru naturalnego z prostej przyczyny- nie dysponowałam wtedy cyfrówką, a naturalne włosy miałam chyba do drugiej klasy gimnazjum i nie mam fotek z tamtego okresu. Mój naturalny kolor nie podobał mi się nigdy- był taki mysi, nijaki. Moją przygodę z farbowaniem zaczęłam zbyt wcześnie, przyznaję się do tego z pokorą, że byłam młoda i głupia. Czasu nie cofnę. 
Kolorem, który miałam przez kilka lat, czyli od chyba drugiej gimnazjum był blond, zawsze wybierałam farby najjaśniejsze. Następnie, strzelił mi do głowy pomysł, aby urozmaicić kolor i (chyba) w pierwszej klasie liceum postanowiłam wewnętrzną partię włosów pomalować na burgund. Z burgundu zrobiłam czerń i taki kolor miałam dłuższy czas. Miałam wtedy najdłuższe włosy w mojej karierze.




Po pewnym czasie znudził mi się blond, postanowiłam postawić na naturalność. Pragnęłam ciemniejszego, stonowanego blondu. I przed maturą uskładałam pieniążki, aby oddać się w ręce doświadczonej fryzjerki. I wiecie co? Żałuję tego jak mało czego w moim życiu. Gdyby zabieg ten się udał, z pewnością do tej pory byłabym przy kolorze, jaki sobie wymarzyłam. Ale `mądra` fryzjerka chyba nie przemyślała do końca sprawy i wybrała zbyt ciemną farbę. Ja, jako człowiek zielony wtedy w tej kwestii, nie miałam pojęcia, że trzeba wybrać jaśniejszą farbę niż odcień, jaki chcemy rzeczywiście uzyskać, ponieważ na włosach rozjaśnianych kolor wychodzi ciemniejszy. Po zabiegu dekoloryzacji dolnej partii włosów i obcięciu (bez mojej jednoznacznej zgody!! ) zniszczonych końcówek- pamiętajmy wszyscy, że dla przeciętnego śmiertelnika końcówki znaczą 3-4cm, dla fryzjerki jest to 15cm- posiedziałam trochę z farbą na głowie, z czego wyszedł mi brąz! Brąz, który po zmywaniu się dawał zielone refleksy. Pozostawię to bez komentarza.


Po dwóch tygodniach wyglądałam okropnie. I świadoma konsekwencji, zdecydowałam się na ponowne farbowanie. Tym razem w domowym zaciszu. Skoro już miałam brąz, stwierdziłam, że pozostanę przy takiej opcji. Była to bardzo radykalna zmiana, ludzie nie poznawali mnie na ulicy. Ja sama siebie zresztą też, gdy patrzyłam na siebie w lusterku. Tęskniłam za blondem, choć chyba nie chciałam się do tego przyznać. Nawet sama przed sobą.


Pozostałam przy tym kolorze dłuższy czas. Pogłębiałam go farbując nieco ciemniejszym odcieniem brązu, prawie wpadającym w czerń, ale zaznaczam, że nigdy farby o takowym odcieniu nie kupiłam. Poniższe zdjęcie przedstawia moje włosy w najciemniejszym wydaniu.


Po pewnym czasie stwierdziłam, że czas na zmiany i robimy czerwień. Co ja wyprawiałam z włosami to Bóg jeden wie. Kąpiele rozjaśniające, rumianek, rozjaśniacz... Wszystko po to, aby uzyskać wymarzony odcień. A nie chciałam decydować się na radykalne rozjaśnianie włosów, nie były w zbyt dobrym stanie. Eksperymentowałam więc samodzielnie. I efekt był taki, że włosy u nasady przybierały wymarzonego odcieniu, a reszta pozostawała bez zmian. Zdjęć z tego okresu mam mało, ze względu na brak aparatu, a ten w telefonie... Lodówka? Pralka? Toster? Zwał jak zwał. 
( Data pod prawym zdjęciu jest fałszywa)




Gdy udało mi się w większym stopniu rozjaśnić włosy, przez kilka miesięcy farbowałam włosy henną, uzyskując kolor prawie wymarzony. Pragnęłam czerwieni o chłodnej tonacji, wpadającej w róż, a ona wpadała w rudy. Ale przeżyłam to. Fantazja spełniona.Na włosach miałam mniej więcej coś takiego... 


Pewnego dnia, wpadłam na pomysł, że może zostanę rudą wiewiórą :D Już niewiele mi do niej brakowało. Kolor świetny, choć zdjęcie robione pralką. Jednak szybko się zmywał- jak to czerwienie i rudości mają w zwyczaju.


Po kilku farbowaniach rudością (mniej więcej w lutym), stwierdziłam, że mam dość wciąż wypłukującego się koloru. A i Jakub podśpiewywał, że zakochał się w blondynie... Więc stwierdziłam, że czas na kolejną zmianę. Na zmianę, od której zaczęło się moje włosomaniactwo. Postanowiłam wrócić do blondu. Ile nerw mnie to kosztowało, to możecie sobie wyobrazić. Rudy, który tak bardzo mi się podobał, teraz stał się teraz moim utrapieniem, ponieważ żaden rozjaśniacz i farba nie radziły sobie z rudymi końcówkami. Dopiero niedawno udało mi się wytępić ten kolor. Farbowałam na dwa razy. Po pierwszym razie chodziłam z jajem na głowie, po drugim- wyglądałam względnie. A z trzecim już było ok :)
Nie mam zdjęć ukazujących etapy przechodzenia z koloru, ponieważ minął mi szał na selfie, a i nie miałam w planach założenia bloga. Moje włosy obecnie wyglądają następująco.


Gratuluję tym, którzy dobrnęli do końca tego tasiemca :) Pewnie myślicie- po co było to kombinowanie i niszczenie włosów? Ja w tamtym okresie nie myślałam w tych kategoriach. Teraz uważam, że jednak czegoś mnie to nauczyło i pomogło znaleźć kolor, w którym czuję się najlepiej :)
Jak widać, nawet włosy przejściach można przywrócić do lepszej kondycji. I czasem nie warto ufać fryzjerom. Pytałam kilku fryzjerek, czy widzą szansę w tym, abym do blondu powróciła. Żadna nie chciała się podjąć tego wyzwania. Zrobiłam wszystko sama (z pomocą mamy). Można? Można :)


niedziela, 26 października 2014

Ulubieńcy października

Weekend, weekend i po weekendzie... Dobre zawsze szybko się kończy. Niestety. 
Dziś mam dla Was ulubieńców października. W tym miesiącu nie poczyniłam ogromnych zakupów kosmetycznych, ale te, które zrobiłam, przyniosły kilka perełek i wniosły wiele dobrego w szeroko pojętej pielęgnacji.



Wreszcie skusiłam się na duet Ziaji Liście Manuka pasta & krem- pisałam Wam o tym w poście o zakupach. Przyznam szczerze, że polubiłam je już do pierwszej aplikacji. Choć na recenzje jeszcze zdecydowanie zbyt wcześnie, to już teraz wiem, że się polubiłyśmy. Moja cera wygląda zdecydowanie lepiej. W zakresie pielęgnacji ciała moje dwa ulubione produkty to balsam z olejkiem arganowym Isany oraz masło pinacolada Perfecty. Pierwsze doskonale się sprawdza jako krem do rąk- dawno nie czułam tak dobrego nawilżenia. W nawilżaniu całego ciała również spisuje się znakomicie- podobnie jak pinacolada. Maskę czekoladową Kallos mam już od pewnego czasu, jedna dopiero teraz zaczęłam jej więcej używać. Jestem z niej ogromnie zadowolona, ale więcej o tym w recenzji, która wkrótce się pojawi. Lakier Wibo Granite Sand widziałam na wielu blogach i zapragnęłam go mieć. Pomimo niedogodności, jaką jest jego powolne wysychanie, wygląda przepięknie na paznokciach.


Kochane, czekam z niecierpliwością na Waszych ulubieńców października :)
Planuję post o metamorfozach i kolorach moich włosów- 
dajcie znać czy byłybyście chętne na taki wpis.
Oraz przypominam o rozdaniu :)

piątek, 24 października 2014

Golden Rose Color Expert 67

Dziś mam dla Was obiecany już jakiś czas temu post z prezentacją lakieru, który znalazł się w ulubieńcach września- Golden Rose Color Expert o numerze 67. Kolor jest bardzo zbliżony do mojego ulubionego Wibo Celebrity Nails Deep Ocean, z czego bardzo się cieszę, bo lakiery zostały wycofane. 



Z tym lakierem wiąże się nieco dziwna historia. Seria Color Expert jest dość popularna w Blogosferze. Dostępność również nie jest najgorsza. A mimo to, znalazłam tylko jeden swatch tego odcienia w internetach, co mnie bardzo zdziwiło, pierwszy raz spotkałam się z takim przypadkiem, gdzie nie mogę znaleźć wzmianek o produkcie, jaki recenzuję... A kolor jest przecież ostatnio modny.
Ale wracając do samego lakieru... Zapłaciłam za niego 5zł w małej drogerii. Lakier posiada szeroki pędzelek, który ułatwia aplikację. Konsystencja lakieru jest w sam raz. Pigmentacja również bez zarzutu- jedna grubsza lub dwie cieńsze warstwy pokrywają płytkę ( osobiście wolę wariant drugi). Lakier nie smuży oraz nie odbarwia płytki. Można w nim dostrzec delikatny shimmer, ale jest on słabo widoczny, nie przeszkadza mi ani trochę. Trzyma się standardowo- ok. 3-4 dni. Jak na moje paznokcie to spory sukces. Kolor- same przyznajcie- jest bardzo ładny. Planuję zakup innych kolorów z tej serii, bo lakiery są godne polecenia i cieszą się nienaganną opinią. :)




czwartek, 23 października 2014

Środa dla włosów

Cześć :) W dniu wczorajszym udało mi się znaleźć chwilę, aby poświęcić moim włosom nieco więcej czasu niż zwykle. Ostatnio nie miałam czasu na olejowanie i inne zabiegi pielęgnacyjne, więc mam nadzieję, że wynagrodziłam im te zaniedbania.



Ugotowałam kleik z siemienia lnianego, który nałożyłam na suche włosy i trzymałam na głowie ok. 45 minut. Następnie umyłam włosy szamponem Babydream i na kolejne 45 minut nałożyłam maskę Kallos Chocolate, którą trzymałam pod termocapem i ręcznikiem. Po spłukaniu maski, rozczesałam je przy pomocy Tangle Teezer oraz odżywki w sprayu Gliss Kur, na końcówki nałożyłam jedwab Green Pharmacy. Włosy wysuszyłam. Poniżej kilka fotek przedstawiających ich stan. 



              



Włosy były bardzo miękkie, sypkie i wygładzone. Nie miałam problemów z ich rozczesaniem. 
Z pewnością użyję siemienia lnianego jeszcze nie raz. :)


Kochane, przypominam o rozdaniu :)


środa, 22 października 2014

Joanna Rzepa kuracja wzmacniająca

Cześć. Mam trochę zaległości do nadrobienia na Waszych Blogach, ale zaraz się za to zabieram. Mam nadzieję, że weekend minął Wam lepiej niż mi. Dziś mam dla Was recenzję wcierki Joanny, o której wspominałam nie raz. Używam jej półtora miesiąca i myślę, że mogę rzetelnie wypowiedzieć się na jej temat. 





Opis producenta:

Kuracja wzmacniająca Rzepa przeznaczona jest dla włosów przetłuszczających się, ze skłonnością do łupieżu i wypadania. Zawiera bogaty zestaw aktywnych czynników - takich jak ekstrakt z czarnej rzepy oraz inne specjalnie wyselekcjonowane ekstrakty naturalne i składniki energizujące, aby wzmacniać włosy i skutecznie zmniejszać przetłuszczanie się skóry głowy. To specjalistyczny produkt do wcierania w skórę głowy, który pozwala osiągnąć dobre rezultaty przy regularnym stosowaniu. Specjalna formuła neutralizuje charakterystyczny zapach czarnej rzepy i zwiększa komfort stosowania.


Skład: Aqua, Alkohol Denat., PEG-75 Lanolin, Raphanus Sativus Extract, Urtica Dioica Extract, Arcitium Lappa Extract, Humulus Lupulus Extract, Glycogen, Glycerin, Niacinamide, Panthenol, Menthol, Allantoin, Laureth-10, Citric Acid, Parfum, Benzyl Salicylate, Butylphentyl Methylpropinal, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Dmdm Hydantoin, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinon


Moja opinia

Wcierkę kupiłam z myślą o przyspieszeniu porostu włosów, zachęcona pozytywnymi opiniami o niej. Wcierka ma również za zadanie powstrzymać wypadanie, zmniejszyć łupież i przetłuszczanie się włosów. Używałam jej codziennie (używam nadal), czasem nawet dwa razy dziennie. Przez cały wrzesień używałam jej w duecie z CP. Od października- solo. Zacznę od tego, że Joanna Rzepa jest cholernie trudno dostępna w mojej okolicy. O ile szampony i odżywki z tej serii są powszechne nawet w kioskach czy małych osiedlowych drogeriach, o tyle wcierkę znalazłam tylko w jednej drogerii. To jest zdecydowany minus. Co do przyspieszenia porostu włosów... Tu sprawa nieco się komplikuje. Gdy używałam jej w duecie z CP, porost był świetny. Ale po odstawieniu.... Nie zauważyłam zmiany w długości, nad czym ubolewam. Babyhair się pojawiły, ale może to być zasługa właśnie CP. Ciężko mi tutaj stwierdzić. Wcierka oceniana solo nic szczególnego nie zrobiła. Czasem mam wrażenie, że włosy wolniej się przetłuszczają, ale może to tylko wrażenie. Łupieżu nie miałam więc nie wiem jak działa w tej kwestii. Lekko zmniejszyła wypadanie, wypadają lecz w mniejszej ilości niż kiedyś. Natomiast plus za to, że nie podrażniła skalpu oraz za mega wygodną buteleczkę z aplikatorem, który niesamowicie ułatwia aplikację i z pewnością wykorzystam ją do kolejnych wcierek. Zapach- typowy dla czarnej rzepy, ale nie przeszkadzał mi. Cena- ok. 7-8 zł.
Raczej nie kupię jej ponownie. Planuję wcierać kozieradkę. 

Mam prośbę- napiszcie w komentarzach jaką wcierkę polecacie. :)
Buziaki :*

niedziela, 19 października 2014

BeBeauty delikatny żel- krem łagodzący do mycia twarzy

Dziś chciałam Wam przedstawić mojego ulubieńca w kwestii mycia twarzy i jej oczyszczania, który z pewnością wielu z Was jest znany. Żel ten gości u mnie w łazience od około dwóch lat i jestem mu wierna bezgranicznie. Mowa o: BeBeauty delikatny żel- krem łagodzący.



Skład:



 Opis producenta:



Moja opinia

Bardzo lubię żele do twarzy BeBeauty, ten stawiam na pierwszy miejscu (najsłabiej wypada wersja micelarna). Za 5 zł otrzymujemy naprawdę świetny produkt do codziennego użytku.
Choć podstawą mojego demakijażu jest płyn micelarny, żel ten świetnie sprawdza się dniach lenistwa, gdy nie mam czasu (lub chęci) na porządne zmycie makijażu. Doskonale domywa resztki, a także cały makijaż, w tym wodoodporny. Żel ma konsystencję gęstą, koloru białego. Bardzo ładnie pachnie. Nie wysusza skóry oraz jej nie podrażnia, jest bardzo delikatny. Stosuję go codziennie i nie mogę stwierdzić, że przyczynia się do pogorszenia stanu mojej cery. Do tego jest wydajny- opakowanie starcza mi na około półtora miesiąca, co jest bardzo dobrym wynikiem. Jeżeli jeszcze nie miałyście do czynienia z tym żelem, to zachęcam Was do wypróbowania. Używa go także moja mama i jest również bardzo zadowolona.

W tym poście również odpowiem na pytania z okazji nominacji Liebster Blog Award od Neferetty oraz Ewy K. . 

Pytania od Neferetty:

1. Twoja poranna rutyna to?
Żel do twarzy, woda termalna/tonik, krem matujący (aktualnie Ziaja 25+), makijaż

2. Bez jakiego produktu nie wyobrażasz sobie codziennego makijażu?
Podkład i tusz do rzęs.

3. Co sądzisz o naturalnej pielęgnacji i metodach naszych babć?
Nie stosuję, ale uważam za ciekawą alternatywę dla wszechobecnej chemii.

4. Fastfood- jak często temu ulegasz?
Staram się ulegać coraz rzadziej, ale jedna czasami mi się zdarza. Uwielbiam frytki.

5. Ulubiony produkt do stylizacji brwi- kredka, żel, puder, a może cień w kremie?
Przyznam szczerze, że nie stylizuję brwi. Przymierzam się do zakupu żelu.

6. Wspomnienie z dzieciństwa- które jest Twoim ulubionym?
Gdy dostałam pieska w 1 klasie szkoły podstawowej. Była ze mną 10 lat...

7. Czy działasz w jakichś organizacjach/akcjach charytatywnych? Jeśli tak, to jakich?
Kiedyś chciałam być wolontariuszką w hospicjum, ale po śmierci Babci stałam się zbyt drażliwa na tym punkcie i odpuściłam. 

8. Wysokie szpilki czy płaskie balerinki? Jakie obuwie najczęściej zakładasz?
Szpilki bardzo lubię, ale ze względu na mój wzrost (173cm) jestem zmuszona nosić płaskie obuwie.

9. Kuchnia polska czy zagraniczna (jaka?). Uzasadnij odpowiedź.
Zależy jakie potrawy mam rozpatrywać. Pierogi uwielbiam, ale pizzę czy kebab również. Mamy wiele dobrych potraw, ale jestem otwarta na zagraniczną kuchnię.

10. Twoje ulubione lakiery to... Opisz trwałość, jakość pędzelek itp.
Bardzo lubię lakiery firmy Golden Rose oraz Wibo. Lubię lakiery z szerokimi pędzelkami, ale zwykłe jestem w stanie znieść. Co do trwałości, mało który utrzymuje się na moich paznokciach dłużej niż 3-4 dni. Mam felerną płytkę.

11. Diety- tak czy nie? Odpowiedź uzasadnij! 

Dieta- nie. Zdrowe odżywianie- tak. Nie wyobrażam sobie być całe życie na diecie. Lepiej jest zmienić nawyki żywieniowe na stałe.




 Pytania od Ewy K.

1. Masz jakieś własne dziwactwo? Co to jest?
Mam mnóstwo takich rzeczy. Ciągle słyszę od mojego faceta, że jestem dziwna ( w dobrym znaczeniu). Dziwi go np. to, że marzę o pracy w więzieniu oraz o tym, że chciałabym przeprowadzić wywiad z seryjnym mordercą.

2. Twoja ulubiona piosenka to?
Nie mam ulubionej, co jakiś czas podoba mi się

3. Wolisz duże imprezy w klubie czy małe domówki?
Obecnie nie imprezuję, ale za czasów szaleństw co tydzień bywałam w klubie. Nie lubię domówek.

4. Za co jesteś z siebie dumna?
Ostatnio byłam z siebie dumna z powodu zachowanego dystansu podczas praktyk w domu dziecka. Nie przywiązałam się do dzieciaków, a bardzo lubię dzieci, szczególnie te najmłodsze. Moja psychika stała się mocniejsza, a kiedyś tak nie było. Zaczęłam "chłodniej" podchodzić do życia i mniej się przejmować tym co ktoś o mnie mówi lub myśli. To takie moje małe sukcesy.

5. Spódniczki czy spodnie?
Spodnie.

6. Czy to Twój pierwszy blog?
Tak.

7. Jakie jest Twoje ulubione polskie miasto?
Zakopane. Mogłabym tam wracać co tydzień :) Niesamowity klimat.

8. Czy gdybyś mogła cofnąć czas, zrobiłabyś to?
Nie wiem, wiele było złych momentów w moim życiu, ale przecież człowiek uczy się na błędach.

9. Czym jest dla Ciebie szczęście?
W tym momencie szczęście zamyka się dla mnie w jednej osobie, jaką jest mój Narzeczony. To, że mam jego, to dla mnie największe szczęście.

10. Co zjadłaś dzisiaj na śniadanie?
Musli z mlekiem.

Nie mam weny, aby wymyślić pytania. 
Jeżeli zostanę jeszcze kiedyś nominowana, z pewnością wymyślę jakieś pytanka :)

piątek, 17 października 2014

Mój pierwszy raz z pluszowym misiem czyli Soft Blanket i ja

Jak mogłyście niedawno przeczytać na moim blogu, z okazji darmowej wysyłki w sklepie Goodies.pl skusiłam się na cztery woski Yankee Candle. Planowałam ich zakup już dawno, ale zawsze wypadały ważniejsze wydatki, lub na przeszkodzie stawały inne sytuacje. W końcu zdecydowałam się na zakup. Nie mogłam się oprzeć i musiałam odpalić każdy z nich, ale dziś- na pierwszy ogień- idzie pluszowy misiu czyli Soft Blanket.



Opis producenta

Ciepły, przytulny, dający poczucie bezpieczeństwa – jasny, naturalny kocyk, który w pierwszych latach życia z powodzeniem zastępował najbardziej nawet zmyślne maskotki, a podczas dorosłych wieczorów i nocy sprawdza się jako miła pierzynka. Soft Blanket to esencja beztroskiego dzieciństwa – spędzanego w objęciach zabawy czasu, który codziennie kończył się sesją czytanych przez rodzica bajek. Biały, miękki, delikatny kocyk czule otulał i towarzyszył dzielnie podczas najróżniejszych, wyśnionych przygód. A teraz – nie odstępuje nas na krok, bo jego pachnąca esencja zamknięta została w wosku Soft Blanket.

Wosk dostępny TUTAJ


Moja opinia

Przyznam Wam szczerze, że obawiałam się postów na temat opinii o YC z tego względu, że mam problem z opisywaniem nut zapachowych, pewnie zdążyłyście to zauważyć. Pluszowy misiu pachnie uroczo. Dość intensywnie- najintensywniej z całej czwórki, jaką zamówiłam (przypominam, że w przesyłce znalazły się jeszcze French Lavender, Strawberry Buttercream oraz Bahama Breeze). Do kominka wrzuciłam ok. 1/5 całego wosku, przez trzy palenia zapach wciąż był wyczuwalny. Unosi się jeszcze długo po zgaszeniu tea lighta oraz wypełnia cały pokój. W zapachu wyczuwam nutę.... No właśnie, jaką? Osobiście czuję tam nutkę męskich perfum- bardzo ładnych. Szczypta wanilii? Nutka korzenna? Może w komentarzach pomożecie mi opisać zapach tego wosku, z pewnością większości z Was jest on znany. Ogólnie rzecz ujmując, jestem jak najbardziej na TAK. Zapach nie jest mdły. Nie przyprawia mnie o ból głowy (a często tak się zdarzało przy olejkach). Jest to doskonały umilacz czasu na jesienne dni. 
Romans z pluszowym misiem uznaję za udany.

Wosk i inne produkty Yankee Candle można zakupić w sklepie Goodies.pl





Jakie są Wasze ulubione zapachy YC?

środa, 15 października 2014

Październikowe nowości

Cześć Kochane :) Przyznam szczerze, że choć mam tylko dwa dni zajęć w tygodniu, jestem wykończona- szczególnie po dniu dzisiejszym.
 Dziś mam dla Was krótki post z kilkoma nowościami, jakie zagościły w moich zbiorach w ostatnich dwóch tygodniach. 


Wreszcie skusiłam się na produkty z Ziaji Liście Manuka- zdecydowałam się na pastę oraz mikrozłuszczający krem na noc. Po pierwszych kilku użyciach jestem zadowolona, ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca. W sklepie firmowym Ziaji dostałam dwie próbki kremu wyciszającego rumień, ale chyba dorzucę je do rozdania, nie przemawiają do mnie. Bardzo zadowolona jestem z zakupu maski oraz emulsji Gloria- okazało się, że w Częstochowie jest ich pod dostatkiem i to w różnych miejscach. Jeszcze nie miałam okazji ich używać, czekają na swoją kolej, aż zużyję zapasy. Skusiłam się również na piasek Wibo, zauroczył mnie podczas wizyt na Waszych blogach i nie mogłam mu się oprzeć. Lakier Eveline MiniMax również zauroczył mnie swoim kolorem. Natomiast dziś podczas wizyty w Hebe wreszcie upolowałam maskę Kallos Color. Mam nadzieję, że sprawdzi się na moich włosach równie dobrze, jak na włosach innych Dziewczyn.
Być może będzie druga część postu, jeżeli poczynię jakieś zakupy :)

Miałyście coś z moich nowości?
Koniecznie piszcie swoje wrażenia w komentarzach :)

poniedziałek, 13 października 2014

Babydream żel do całego ciała

Cześć. Czy na Was też poniedziałki działają tak przygnębiająco? Nienawidzę tego dnia tygodnia. 
Dziś mam dla Was post o żelu od stóp do głów Babydream, którego oceniam tak samo jak szampon. Nie wiem jak to się stało, ale jeszcze nie napisałam jego pełnowymiarowej recenzji. Zatem dziś czas na nadrobienie zaległości.



Skład przedstawia się następująco:



Moja opinia:

Zaznaczam na wstępie, że działanie ów żelu oceniam tak samo jak działanie szamponu. Choć różnica w składzie jest, nie odczuwam jej na włosach. Zacznę od opakowania, bo ono jest dla mnie minusem (jedynym w całym produkcie). Przeszkadza mi w nim pompka, ponieważ za jednym razem wyciska zbyt małą ilość produktu, a ja potrzebuję go sporo na moje długie kudełki. Ale jak to Jakub stwierdził- to jest szampon DLA DZIECI, im taka ilość wystarcza. Racja. Nie czepiam się.
Co do samego działania, dostrzegam same plusy. Szampon dobrze, a jednocześnie delikatnie oczyszcza włosy- podczas mycia aż czuć skrzypienie, co bardzo lubię. Świetnie radzi sobie ze zmywaniem mieszanek oraz olei. Nie plącze ich jakoś szczególnie. Po nałożeniu odżywki lub maski uczucie skrzypienia ustępuje na rzecz delikatności i miękkości. Włosy po wysuszeniu nie są oklapnięte. Odkąd używam delikatnych szamponów, w tym w większości właśnie Babydream, czuję wyraźną różnicę w kondycji włosów- są o wiele delikatniejsze. Z pewnością w największym stopniu jest to zasługa odpowiedniej pielęgnacji, ale zmiana szamponu na delikatniejszy również zrobiła swoje. Zapach szamponu jest przepiękny- taki dzieciowy. Walory ekonomiczne również są jak najbardziej w porządku- za szampon Babydream płacimy ok. 5zł w regularnej cenie. A za ten żel w promocji zapłaciłam ok. 8,50zł. 
Jeżeli jeszcze nie miałyście okazji używać produktów Babydream do włosów, koniecznie musicie nadrobić zaległości. Gorąco do tego namawiam :) 

sobota, 11 października 2014

Joanna Naturia 212 szlachetna perła

Cześć :) Macie jakieś szczególne plany na weekend? Trzeba korzystać z pogody póki nas rozpieszcza. Dziś mam dla Was obiecany post o farbowaniu włosów. Tak jak mówiłam poprzednim razem- do Palette już nie wrócę. Czy ta farba zostanie ze mną na dłużej? Zapraszam do dalszej części postu :)



Zdecydowałam się na trzy opakowania farby. W końcu za 7zł to nie majątek, a nie lubię, gdy brakuje mi farby. Zafarbowałam przede wszystkim odrost, ale na resztę włosów też starczyło farby.
Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć moje włosy przed. Z góry zastrzegam, że w takim tłuszczu nigdy nie zdarza mi się chodzić, po prostu zawsze przed farbowaniem przetrzymuję włosy 2-3 dni. 



Jak widzicie- farba bardzo ładnie pokryła odrost. Przyznam szczerze, że nie widzę większej różnicy między efektami po Naturii, a innych- droższych farbach (mam tu na myśli Palette, czy Schwarzkopf Color Mask, którą miałam okazję farbować). Różnica między kolorem odrostu a resztą włosów jest praktycznie niezauważalna (weźcie poprawkę na światło, w rzeczywistości mało widać różnicę).



Po farbowaniu nałożyłam na pół godziny maskę Isany zmieszaną z granatową Alterrą, aby zregenerować włosy. Są lekko niedosuszone, dlatego na końcach nie wyglądają idealnie.




Czuję, że zostanę z tą farbą na dłużej. Dlaczego? Podczas farbowania nie czułam żadnego pieczenia, jak to było poprzednim razem. Farba nie śmierdzi amoniakiem jak Palette. Nie zniszczyła tak bardzo włosów. Cena jest jak najbardziej przyjemna dla portfela- od 4,90 do 7zł. Na całą długość potrzebuję trzech opakowań, więc koszt trzech nie przekracza ceny farby z wyższej drogeryjnej półki. A naprawdę efekt nie różni się szczególnie od droższego farbowania. Szkoda, że producent nie pomyślał o odżywce, bardzo lubię te dołączane do farb. Ale wtedy z pewnością farba byłaby droższa, a ja mam swój arsenał pielęgnacyjny, więc mogę to darować. Nie mam się naprawdę do czego przyczepić. Najważniejsze było dla mnie, aby nie przeżyć takiego dyskomfortu jak poprzednim razem, obawiałam się farbowania niesamowicie. Ale zupełnie niesłusznie. Miałam już kiedyś do czynienia z farbami Naturii- nie zachwyciły mnie one ze względu na trwałość- ale wtedy farbowałam rudościami i czerwieniami. Teraz jestem zadowolona, czytałam też dużo pozytywów o tej farbie i przy następnym farbowaniu z pewnością zdecyduję się na szlachetną perłę :) Jeżeli szukacie farby, która nie zrujnuje Waszego portfela, śmiało skuście się na Naturię. 

piątek, 10 października 2014

Ziaja krem do rąk z proteinami jedwabiu i prowitaminą B5 - hit czy bubel?

Cześć Kochane. Czekałam na ten weekend z niecierpliwością, wykończył mnie ten tydzień. Jutro roczek Chrześnicy Jakuba, bardzo szybko zleciał ten czas :)
Dziś mam dla Was recenzję produktu- wreszcie innego niż do włosów. Będzie to krem do rąk z Ziaji. Czy się sprawdził? Dowiecie się w dalszej części postu. 



Skład: Aqua (Water), Glycerin, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Glyceryl Stereate, PEG-100 Stereate, Hydrogenated Coco - Glycerides, Cera Microcristallina (Microcrystalline Wax), Paraffin, Panthenol, Hydrolyzed Silk, Stearic Acid, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Sodium Polyacrylate, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylene Glycol, Parfum (Fragrance), Alpha-Isomethyl Ionone, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Benzyl Salicylate, Coumarin, Amyl Cinnamal, Limonene, Cinnamal Alcohol.


Moja opinia

Przyznam już na początku, że krem mnie zawiódł. Napaliłam się na niego m.in. przez jego wysoką ocenę na KWC (4,3), oraz pozytywne opinie na Waszych blogach. Zacznę od tego, co mi się w nim podoba. Z pewnością podoba mi się jego zapach- pachnie bardzo podobnie do kremu Ziaja 25+. Na plus działa też fakt, że szybko się wchłania. Cena również jest ok- kosztuje około 4zł. Ale to by było na tyle... Nie mam szczególnie zniszczonych dłoni więc krem powinien sobie z nimi poradzić. Ale nie radzi sobie zupełnie. Nawet gdy nałożę dość grubą warstwę kremu, wchłania się i nie ma po nim śladu. Spodziewałam się naprawdę świetnego produktu, po którym moje dłonie będą dogłębnie nawilżone i wygładzone. Ale w porównaniu do Anidy, ten otrzymałby 1 punkt na 5. Nawilżenie jest delikatne, a wygładzenie tylko pozorne. Przypuszczam, że na bardziej zniszczonych dłoniach nie zadziałałby w ogóle. Ale biorę też pod uwagę, że mogłam trafić na felerny egzemplarz, w końcu krem ten zbiera mnóstwo pozytywnych opinii na blogach... Nie polecam go. Choć z drugiej strony- może Wam odpowiadałoby jego działanie.


Jutro możecie się spodziewać postu o farbowaniu włosów. 
Mam nadzieję, że Naturia się sprawdzi i nie przeżyję takiego horroru jak z Palettem.
Buziaki :*


            Przypominam o rozdaniu :)
           klik 

       

poniedziałek, 6 października 2014

Green Pharmacy, jedwab w płynie + Liebster Blog Award

Cześć :) Jak Wam minął weekend? Ja, korzystając z wolnego poniedziałku, chciałam podzielić się z Wami opinią na temat serum na końcówki, które jest dość paradoksalne w swej nazwie- "jedwab w płynie", a jak zobaczycie, w jego składzie nie znajdziemy nawet śladu jedwabiu. Czy mimo tego faktu podbił moje serce? Zapraszam na dalszą część postu :)







Co pisze producent?



Skład:


Moja opinia:

Zacznę od składu. W składzie znajdziemy już na samym początku silikony, ale moje włosy je akurat bardzo lubią. Serum ma chronić nasze końcówki, więc obecność takowych jest jak najbardziej wskazana. Dalej znajdziemy olej cedrowy, olej ryżowy, olej z nasion kamelii, ekstrakt z aloesu, olej z oliwek. Na końcu znajdują się substancje zapachowe i inne. Same musicie przyznać, że skład jest dość dobry i w miarę możliwości naturalny. Ale gdzie ten jedwab? Tego chyba najstarsi Górale nie wiedzą. Chwyt marketingowy? Najwidoczniej.
 Co z zapachem? Wspominałam już kiedyś, że jakiś czas temu miałam okazję używać tego serum i miało zupełnie inny zapach- ładniejszy. Teraz serum pachnie mydlanym aloesem, co nie do końca mi się podoba, ale zapach nie utrzymuje się na włosach. Jeżeli chodzi o konsystencję, typowa dla olejku, plus dla producenta za pompkę, dzięki której można bez problemu wydobyć optymalną ilość kosmetyku. Czas przejść do najważniejszego, czyli do działania. Używam tego serum jako zabezpieczenia końcówek i w takiej roli spisuje się znakomicie. Końcówki stają się ujarzmione, wyglądają zdrowo, nie są w żaden sposób obciążone. Zauważyłam, że mniej się rozdwajają, albo zwyczajnie tego rozdwojenia nie widać. Używam serum ok. miesiąc, a zużyłam dopiero jedną trzecią opakowania. Miałam okazję używać innych jedwabiów oraz produktów do zabezpieczania końcówek- Biosilk, Marion, olejek Arganowy Avon, ale Green Pharmacy przebija je wszystkie. Uważam, że to jedno z lepszych serum dostępnych na rynku- w rozsądnej cenie (ok. 8zł). 





W dzisiejszym poście odpowiem również na pytania Anetine , od której otrzymałam nominację jakiś czas temu.

1. Twoja największa pasja to?

Kryminalistyka- szeroko pojęta. Od kilku lat interesuję się wspomnianą tematyką. 

2. Jeżeli miałabyś zamieszkać poza granicami Polski, jaki kraj byś wybrała?

Patrząc realistycznie- UK. Lecz bardzo chciałabym mieszkać w Szwecji lub w Norwegii.

3. Ile czasu tygodniowo poświęcasz na prowadzenie bloga?

Zależy od tego, jaką ilością czasu wolnego aktualnie dysponuję. Nie jestem w stanie jednoznacznie tego stwierdzić. Blog pochłania sporo wolnego czasu :)

4. Co sądzisz o naturalnej pielęgnacji?

Przyznam szczerze, że nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Ale z pewnością jest to "zdrowa" alternatywa dla chemii, którą się otaczamy.

5. Firma, z którą chciałabyś podjąć współpracę blogową to?

Ziaja/ Joanna. Bardzo lubię te firmy, mają świetne kosmetyki, których często używam :)

6. Czekolada vs żelki? 

Czekolada <3

7. Jak wygląda Twoja wieczorna pielęgnacja twarzy?

Demakijaż płynem micelarnym, następnie oczyszczenie twarzy żelem, peeling raz-dwa razy w tygodniu, na koniec krem.

8. Czy byłabyś skłonna napisać pozytywną recenzję produktu, który Ci nie odpowiada, gdyby firma zaoferowała Ci za to pieniądze?

Nie. Jestem początkującą blogerką, aczkolwiek sumienie nie pozwoliłoby mi okłamać moich Czytelników.

9. Stawiasz na kolor na ustach czy na paznokciach?

Paznokcie :)

10. Kosmetyk, bez którego nie wyobrażasz sobie życia (jeden!)?

Odżywka do włosów.

11. Jak radzisz sobie ze stresem

Niestety są to papierosy... 


Moje pytania:

1. Czy wybierając się na zakupy kosmetyczne analizujesz uprzednio opinie o danym produkcie?
2. Świadomie wybierasz kosmetyki pielęgnacyjne? Czy raczej jesteś podatna na sugestie producentów w reklamach?
3. Co skłoniło Cię do rozpoczęcia prowadzenia bloga?
4. Twój ulubiony kosmetyk do włosów.
5. Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażasz sobie makijażu?
6. Ulubiona firma produkująca kosmetyki do włosów.
7. Ile czasu dziennie poświęcasz swojemu blogowi?
8. Czego nie lubisz u innych Blogerek?
9. Włosy proste czy kręcone?
10. Kawa czy herbata?
11. Książka czy dobry film?

Nominuję:







Będzie mi bardzo miło jeżeli zechcecie odpowiedzieć na moje pytania :)


Przypominam Wam również o ROZDANIU


czwartek, 2 października 2014

Moje lakierowe zbiory

Dzisiaj post prezentujący moje lakierowe zbiory. Czy jest tego sporo? Według mnie owszem, a te zbiory wciąż się powiększają, jestem typowym chomikiem. Nie ze wszystkich lakierów jestem zadowolona. Muszę zrobić przegląd. Zaprezentuję Wam teraz każdy z nich z krótkim opisem. Zaznaczam, że moja płytka paznokcia jest baaardzo kapryśna i mało który lakier trzyma się na niej dłużej niż 3-4 dni. U Was trwałość poszczególnych lakierów z pewnością jest o wiele dłuższa.


Lakiery przechowuję w takim oto pudełku.



Odcienie niebieskiego/zielonego:


1. Editt Cosmetics (numer nieznany)- dość dobrze kryjący błękit- po dwóch warstwach otrzymamy ładne krycie. Niestety gorzej z jego jakością, ale da się przeżyć.

2. Lovely St. Tropez nr 1 - mięta z wykończeniem satynowym. Nie należy do moich ulubieńców, ale raz na jakiś czas może być. Krycie po dwóch warstwach, trwałość ok. 3 dni. 

3. Wibo Celebrity Nails nr 7 Pastel Love- cóż z tego, że ma kolor pięknej mięty, skoro kryje po minimum trzech warstwach, a już następnego dnia odchodzi płatami? To nie tylko moje wrażenia, czytałam podobną opinię u innych Blogerek.

4. Lovely Gloss Like Gel nr 332- piękny kobalt, uwielbiam takie kolory. Aczkolwiek nie zachwyca jakością, smuży i nie trzyma się zbyt długo. Na szczęście egzemplarz z AllePaznokcie ma bardzo podobny kolor i o wiele lepszą jakość.

5. Wibo Celebrity Nails nr 9 Deep Ocean- jeden z moich ulubieńców. Pokazywałam go niejednokrotnie na blogu. Trwałość znakomita- w momencie szczytowym trzymał się 5 dni, ale zmyłam go, bo miałam ochotę na inny kolor. Ubolewam, że widziałam go ostatnio w CND :(

6. AllePaznokcie One Colour Pro nr 73- kobaltowa miłość. Kryje już po jednej warstwie! Trwałość ok. 3 dni. Nie ma problemu z jego zmywaniem, nie odbarwia płytki. Wykończenie lekko satynowe, lekko błyszczące. Bardzo go lubię.

7. Lovely Pearl Base nr 1- piękna mięta, krycie po trzech warstwach. Niestety długo schnie. Bardzo ładnie wygląda na paznokciach.Trwałość standardowa- do 3 dni.

8. Lovely Gloss Like Gel nr 422- choinkowy lakier, dokładniej to kolor. Zawiera lekki shimmer. Kryje po dwóch warstwach. Kolor istnie świąteczny. Trwałość ok. 4 dni.

9. Golden Rose Color Expert nr 67- zamierzam zaopatrzyć się w pozostałe odcienie GR, ponieważ są to naprawdę świetne lakiery. Szeroki pędzelek ułatwia aplikację, krycie osiągamy po jednej grubszej lub dwóch cieńszych warstwach, trwałość 3-4 dni. Schnięcie ekspresowe. Zbieram się z jego recenzją na blogu, ale zawsze mam coś pilniejszego xD

10. Lovely Baltic Sand nr 3- ostatnie podrygi tego piasku. Wiadomo- zmywanie niezbyt ciekawe, ale radzę sobie z pomocą folii aluminiowej. Krycie po jednej warstwie, Trwałość ok. 3 dni.

11. Lakier firmy NN- bardzo ładna miętka, kryje po dwóch warstwach. Trwałość ok 2 dni, ale za 2zł nie spodziewałam się cudów.


Odcienie czerwieni/różu/pomarańczy:



13. Lemax pomarańczowy marmurek- całkiem dobre krycie i trwałość. Bardzo lubię efekt pieprzu na paznokciach. Ciężko niestety z ich dostępnością. Mam jeszcze różowy z tej serii, ale zaginął w akcji  -,-

14. Rimmel 60 seconds nr 415 Instyle Coral- koral idealny. Choć kryje po trzech warstwach, dość długo utrzymuje się na paznokciach. Plus za szeroki pędzelek i szybkie schnięcie. Chętnie do niego wracam. 

15. Eveline Color Edition 916- mój letni ulubieniec. Koral z przewagą tonów pomarańczowych. Kryje po dwóch warstwach, szybko schnie, utrzymał się 5 dni. Muszę wypróbować pozostałe odcienie Eveline.

16. Wibo Candy Shop nr 2- piaskowy róż. Po dwóch warstwach osiągniemy idealne krycie. Nie zaczepia się o ubrania. Trwałość ok. 3 dni. 

17. Wibo Extreme Nails nr 542- kojarzy mi się z maliną. Bardzo ładnie kryje, nie odbarwia płytki, trwałość niestety ok. 2 dni.

18. Lovely Ibiza piasek nr 1- neonowy piasek. Nie zrobił krzywdy moim paznokciom, choć teoretycznie powinien być używany na sztucznych. Trwałość ok. 3 dni.

19. Wibo Candy Shop nr 1- różni się od poprzednika tylko kolorem. 


Odcienie nude:


20. Wibo Express Growth nr 350- przybrudzony róż, często maluję paznokcie na ten kolor. Kryje po dwóch warstwach. Trwałość ok. 3 dni.

21. Essence Nail Candies nr 03- półtransparentny lakier, nie mamy co liczyć na pełne krycie. Lakier daje mleczny odcień, do tego po wyschnięciu pięknie pachnie. 

22. Wibo Express Growth nr 351- mleko z kawą. Kryje po dwóch warstwach. Trwałość ok. 3 dni. 

23. Wibo Express Growth nr 3- mleczny półtransparenciak. Trwałość ok. 3 dni.

24. Rimmel 60 seconds nr 500 Caramel Cupcake- nudziak z delikatnym shimmerem. Niestety- wolno schnie, do tego smuży i jest nietrwały. A szkoda, bo kolor bardzo ładny.

25. Eveline MiniMax nr 401- holoś, który po dwóch warstwach pięknie mieni się w słoneczne dni. Niestety trwałość nieciekawa- ok. 2 dni.

Pozostałe:


26. Odżywka Joko z wapniem- daje ładny mleczny odcień, jedna warstwa może stanowić podkład pod lakier. Dopiero się poznajemy, więc nie będę oceniać jej działania.

27. AllePaznokcie lakier holograficzny nr 03- pisałam o nim niedawno recenzję. Bardzo go lubię.

28. Eveline MiniMax nr 411- podobnie jak przy poprzednim holosiu, ładny kolor, ale trwałość nie zachwyca.

29. Miss Sporty Turbo Dry Top Coat- przyspiesza wysychanie lakieru oraz przedłuża ich trwałość. Niestety, przy jaśniejszych odcieniach delikatnie zmienia kolor.

30. AllePaznokcie lakier profesjonalny nr 157- jeszcze go nie używałam, więc się nie wypowiem, podobnie będzie z lakierem termicznym tej samej firmy.

31. Lovely top matujący- niestety trochę smuży. Ale efekt matu wynagradza nam tą niedogodność.

32. BeBeauty biały lakier- używam go do robienia kropeczek.

33. Topy CR Nail Polish- jedna warstwa stanowi fajne urozmaicenie standardowego mani.

34. Golden Rose Jolly Jewels nr 115- wygląda przepięknie, ale jego trwałość jest przerażająca- 2 dni to max. Zmywanie również jest horrorem, piaski przy nim to pikuś. Ubolewam nad tym, bo wygląda niesamowicie.



To by było na tyle jeżeli chodzi o moje zbiory. 
Czekam na Wasze posty tego typu :)

środa, 1 października 2014

Kallos Banana- moja nowa miłość

Witam Was w pierwszy dzień października. Studentki, jesteście zadowolone z Waszych planów?
Nie lubię takiej pogody :( Niby ciepło, ale strasznie wilgotno i ponuro. Poziom mojego samopoczucia gwałtownie się obniżył. Mam ochotę tylko leżeć i nie wstawać, ale postanowiłam ruszyć cztery litery i naskrobać coś dla Was. Dziś- recenzja maski, która pojawiła się w moich ulubieńcach i będzie nosiła to miano jeszcze przez dłuuugi czas. Nie będę ukrywać, że pokochałam tą maskę, zatem możecie się spodziewać samych ochów i achów.


Mowa oczywiście o Kallosie bananowym. To moja trzecia i z pewnością nie ostatnia maska tej firmy. 

Konsystencja: gęsta i treściwa
Zapach: budyniowy banan <3
Pojemność/cena: 1000ml/ ok. 10zł
Dostępność: Hebe, drogerie internetowe 
(ja swój egzemplarz zamówiłam na ezebra.pl)

Skład: 

Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Musa Sapientium Fruit Extract, Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Acsorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCI, Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol, Methylchloroisoth Iazolinone, Methylisothiaz Olinone


Moja opinia

Maskę kupiłam skuszona przede wszystkim jej zapachem, wyobrażałam sobie bananowe cuda. Przed zakupem szukałam opinii w sieci (zawsze to robię przed zakupem nowości), ale było ich jak na lekarstwo. Stwierdziłam, że pójdę na żywioł i przetestuję ją na własnej skórze, a raczej na włosach. Cóż, jestem zachwycona. Pod każdym względem. Zacznę od względów ekonomicznych. Przede wszystkim pojemność i cena- za ok. 10zł otrzymujemy aż litr maski więc warto zaryzykować. Maska jest niesamowicie wydajna. Przy pierwszej aplikacji nałożyłam jej na rękę dość sporą ilość i było to zdecydowanie zbyt dużo- wystarczy niewielka ilość aby pokryć moje włosy. Osoby z krótszymi włosami z pewnością będą zadowolone. Ale jest też druga strona medalu- maska jest wydajna i może się zwyczajnie znudzić. Ja już zrobiłam kilka odlewek. Kolejna kwestia- skład. Uważam, że za taką cenę producent się postarał- w składzie znajdziemy emolienty oraz witaminy. Uważam, że jest naprawdę w porządku. ZAPACH <3 To niewątpliwie ogromny atut tej maski. Maska pachnie budyniem bananowym (mój Jakub twierdzi, że "kiedyś były takie cukierki") , umila aplikację, szkoda, że woń krótko utrzymuje się na włosach. Jeżeli chodzi o działanie- maskę używam dwojako. Nakładam ją na włosy jak odżywkę, trzymam około pięciu minut. Jeżeli dysponuję większą ilością wolnego czasu, nakładam ją na ok. 30 minut, przykrywam czepkiem i ręcznikiem. W obu rolach sprawdza się fenomenalnie. Włosy są doskonale nawilżone, gładkie, delikatne w dotyku. Ze spłukaniem nie ma problemów. Zaznaczam, że nie ma potrzeby nakładania jej nie wiadomo ile, gdyż maska nawet przy mniejszej ilości świetnie się spisuje. Podsumowując, polecam ją, szczególnie dziewczynom o wysokoporowatych włosach, ale na innych też nie powinna wyrządzić krzywdy.


Miałyście? Lubicie? :)