środa, 31 grudnia 2014

Szczęśliwego Nowego Roku :*

Z okazji ostatniego dnia starego roku, życzę Wam przede wszystkim tego, aby nadchodzący rok był o wiele lepszy od minionego. Nawet jeśli był udany- niech będzie jeszcze lepszy! Niech spełnią się Wasze marzenia, niech każdy dzień obfituje w szczęście, uśmiech i powodzenie. Aby Wasze postanowienia i plany zostały w stu procentach zrealizowane. Oczywiście, życzę Wam również samych sukcesów w życiu prywatnym, zawodowym i blogowym.



Szczęśliwego Nowego Roku
życzy Iz. :)

wtorek, 30 grudnia 2014

Remington Pearl Wand czyli jak z drutów wyczarować piękne fale

Z komentarzy pod poprzednim postem wywnioskowałam, że wielu z Was ciekawi jak lokówka stożkowa sprawdziła się na moich włosach. Kupiłam ją pod wpływem impulsu. Dopiero po jej zakupie dotarło do mnie, że przecież moje włosy są proste jak druty i w przeszłości każde spotkanie z lokówką kończyło się fiaskiem. Loki trzymały się max. pół godziny, utrwalanie lakierem nic nie dało. Kręcenie na papiloty dawało efekt porcelanowej lali. Warkoczyki? Dawno niemodne. Pogodziłam się więc z prostymi włosami. Ale przecież nie ma rzeczy niemożliwych. W dodatku, wyczytałam, że taką właśnie lokówką można wyczarować piękne fale i loki- takie, jakie zawsze mi się podobały. Zatem, za 99, 90 zł lokówka Remington Pearl Wand wylądowała w moim koszyku.


Kilka faktów technicznych. Lokówka posiada regulację temperatury od 130 do 210 stopni. Nagrzewa się w 30 sekund. Kabel jest dość długi- 3 m, w opakowaniu znajdziemy również pokrowiec, do którego można włożyć gorącą lokówkę. Do lokówki była dołączona rękawiczka, której zadaniem ma być ochrona palców przed poparzeniem, ale zrezygnowałam z jej użytkowania. Jest to najzwyklejsza w świecie rękawiczka więc nie widzę sensu jej w ogóle zakładać.


Na początku miałam ogromny problem z jej obsłużeniem. Jak widzicie, pasma należy zawijać palcami i przytrzymać przy samym końcu lokówki. Trzeba przy tym uważać, aby się nie poparzyć. Ja radzę sobie w ten sposób, że przytrzymuję kilka pojedynczych włosków, wtedy lok zostaje zakręcony prawie do końca. Największy problem sprawia mi kręcenie spodniej warstwy włosów, z resztą jest o wiele łatwiej. Kwestia wprawy. W zależności od tego jakiej grubości pasmo nawiniemy na lokówkę, taki skręt uzyskamy. Poniżej przedstawiam Wam pojedyncze loczki. 


Zakręcenie wszystkich włosów zajmuje mi ok. 30- 40 minut. Mam gęste włosy, dlatego tak długo to trwa. Nie potrzebuję przy tym niczyjej pomocy. Na początku obawiałam się, że nie dam rady sama zakręcić włosów, jednak moje dwie lewe ręce poradziły sobie z tym. A musicie wiedzieć, że w kwestii stylizacji włosów jestem totalną niezdarą. Kucyk, koczek oraz suszenie to jedyne czynności, jakie potrafię wykonać samodzielnie i precyzyjnie. Nawet przy prostowaniu potrzebowałam czyjejś pomocy, szczególnie przy tylnich warstwach włosów. Dobra, dość teorii, zapraszam na efekt końcowy.


Włosy przed (odgniecenie zawdzięczam Invisibobble) oraz po. Prawda, że urocze? Włosy nie są zakręcone idealnie, muszę jeszcze sporo popracować. Niektóre pasma zakręciłam niedbale, wybaczcie. To dopiero moje trzecie użycie lokówki, ale i tak uważam, że nie jest najgorzej. 


A na koniec niezwykle istotna rzecz. Na początku pisałam Wam, że moje włosy są odporne na stylizację. Pierwszym razem nie użyłam lakieru w celu utrwalenia fryzury. Chciałam przetestować trwałość nieutrwalonego skrętu. Nie oszczędzałam włosów- leżałam, włosy związałam, skręt pod koniec dnia pozostał praktycznie bez zmian. Jedynie delikatnie się rozluźnił. Drugim razem, w Wigilię, utrwaliłam loki lakierem Wellaflex, w mojej mieścinie było niezwykle wilgotno i deszczowo. Obawiałam się, że loki nie wytrzymają takiej przeprawy. Wytrzymały. Bez najmniejszego uszczerbku.



Jeżeli zastanawiacie się nad tą lokówką, polecam ją szczerze. Poradzi sobie nawet z tak opornymi włosami jak moje. Cena oscyluje w granicach 100 zł, ale jest to zakup na kilka dobrych lat. Producent daje gwarancję na 5 lat. To naprawdę długo. Loki i fale tworzy przepiękne. Jej użytkowanie nie jest tak straszne jak się wydaje, wystarczy zakręcić kilka pasm i nabieramy 
wprawy :) Mam nadzieję, że moja fryzura Wam się podoba. Zawsze to jakaś odmiana dla blond drucików :)

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Nowości grudniowe

Cześć :) Jakie macie plany na Sylwestrową Noc? U mnie w tym roku Sylwester z Polsatem w domowym zaciszu, ale za to z drugą połówką :) Dziś mam dla Was post z produktami, które wpadły do moich zbiorów w tym miesiącu. Większość to kosmetyki z dwóch rozdań, które udało mi się wygrać więc fortuny nie wydałam. Poza tym, dałam sobie bana na zakupy w grudniu więc trzymałam się dzielnie, choć nie obyło się bez małych grzeszków :)


Pierwsze rozdanie jakie wygrałam, to rozdanie u LadyHope . W przepięknie zapakowanej paczuszce znalazły się następujące kosmetyki: żel pod prysznic Balea kokos i nektarynka, szampon i odżywka Balea z figą, balsam ujędrniający Eveline Argan Oil, odżywka w sprayu Joanna Naturia z maliną i bawełną, dwa lakiery do paznokci oraz chusteczki odświeżające. W tym miejscu jeszcze raz dziękuję Emilii :*


Drugi raz pofarciło mi się u IsiaQ . Oprócz kosmetyków widocznych na zdjęciu w paczuszce znalazł się szampon Balea z aloesem i mango oraz szampon Balea Professional. Oba produkty zostawiłam u siebie w domu więc nie załapały się na fotkę. Jestem mega zadowolona, wreszcie mam okazję wypróbować kosmetyków Balea oraz maseczek do włosów Babuszki Agafii :)



Oczywiście, moja skleroza zapomniała umieścić na zdjęciu powyższego lotionu do rąk Balea. Pachnie obłędnie, ale poczeka jeszcze na swoją kolej, aktualnie używam lotionu Isany z masłem shea.


A powyżej przedstawiam Wam moje grzeszki zakupowe, które popełniłam i przez nie złamałam obietnicę daną sobie i Wam. Zabieg laminowania Marion chodził za mną już od dłuższego czasu. Balsam Tisane przyda się na mrozy, które nas dotykają. Olejek łopianowy kupiłam z myślą o zwiększeniu porostu włosów. A szampon Babydream był w promocji :)


Sprawiłam sobie również szczotkę do włosów z naturalnego włosia firmy Donegal. Jestem zachwycona! Ale z mojego ukochanego Tangle Teezera nie zrezygnuję, to jest więcej niż pewne.


Najpotrzebniejszy i usprawiedliwiony zakup to suszarka Remington Pro Air 2200, ponieważ dotychczasowa wyzionęła ducha. A ja bez suszarki to jak żołnierz bez karabinu. Jednym słowem- wichura. Posiada opcję chłodnego nawiewu oraz regulację temperatury i mocy. Rewelacja. Przy kasie okazało się, że kosztuje nie 99 zł, jak na etykiecie, lecz 79 :) Uwielbiam takie niespodzianki :)



Największą perełkę zostawiłam na koniec, a jest nią lokówka stożkowa Remington Pearl Wand. Był to spontaniczny zakup, sprawiłam sobie prezent pod choinkę. Dzięki niej uzyskałam przepiękne loki i fale, choć jest dość problematyczna w użyciu, pokochałam ją bezgranicznie :) Niedługo będzie post z efektami jej użycia :)

To by było na tyle z moich grudniowych nowości.
Jak sprawa wygląda u Was?

sobota, 27 grudnia 2014

Ulubieńcy grudnia

Witajcie Kochane po świątecznej przerwie :) Pojadłyście? Prezenty dostałyście? Odpoczęłyście? Mam nadzieję, że spędziłyście Święta w miłej rodzinnej atmosferze i wszystko u Was w porządku. Z racji, iż grudzień dobiega końca, przedstawię Wam dziś kosmetyki, które zachwyciły mnie w tym miesiącu. Planuję również post z ulubieńcami całego roku ;)



Dziś mowa o wspaniałej szóstce, którą używałam z ogromną przyjemnością i zapewne wrócę do nich nie raz. Pierwszym kosmetykiem, który darzę ogromną miłością jest masło do ciała Balea o zapachu kokosa. Pachnie i działa magicznie. Zapach jest niezwykle naturalny i delikatny, przypomina budyń kokosowy. Działanie również niczego sobie. Świetnie nawilża skórę, zapach długo na niej się utrzymuje. W zakresie pielęgnacji twarzy w ostatnim czasie wybawił mnie Alantan Dermoline, który ukoił podrażnienia i przesuszoną skórę. Nie spodziewałam się cudów za 7 zł, ale zostałam bardzo mile zaskoczona. O tym kremie pisałam Wam tutaj. Pozostając przy twarzy, w tym miesiącu chętnie używałam maseczki odświeżającej Babuszki Agafii- pisałam Wam o nich w tym poście więc nie będę się powtarzać. Cud miód i orzeszki :) Bardzo polubiłam się z pomadką Celii w odcieniu 602, planuję o niej osobny post więc tam przedstawię Wam ją bliżej. Wśród włosowych ulubieńców znalazła się maska Gloria, która okazała się bezcennym skarbem za całe 5 zł, na moich włosach działa cuda. Wreszcie zaczęłam używać sprayu Nivea Long Repair, który dość długo czekał na swoją kolej. Uważam go za godnego następcę odżywek Gliss Kur, co nie znaczy, że do odżywek tych nie wrócę :) Świetnie radzi sobie z rozczesywaniem splątanych kudełków i o to mi przede wszystkim chodziło :)


Jakie kosmetyki stały się Waszymi perełkami w tym miesiącu?
Czekam na Wasze posty :)


Zapraszam Was również na rozdanie

(klikajcie na obrazek)



środa, 24 grudnia 2014

*** Wesołych Świąt! ***

Święta, Święta, wszędzie Święta, tylko śniegu brak. Choć ja zupełnie ich nie czuję, Wam pragnę życzyć przede wszystkim spokoju na te dni. Abyście mogły zatrzymać się na chwilę i spędzić czas z najbliższymi w radości i szczęściu, zapominając o codziennych troskach i kłopotach. Życzę Wam również spełnienia wszystkich marzeń, zdrowia na każdy dzień oraz pomyślności.

A tak bardziej przyziemnie- życzę Wam mnóstwa pyszności na wigilijnym stole, którymi będziecie mogły się objadać bez wyrzutów sumienia i dodatkowych kilogramów, fury prezentów pod choinką, hucznej i udanej zabawy Sylwestrowej i wszystkiego co najlepsze w nadchodzącym Nowym Roku :)




Wesołych Świąt życzy Iz. :)