wtorek, 10 listopada 2015

Garnier Ultra Doux intensywna odżywka z cudownymi olejkami.

Cześć :) Dziś chciałam Wam napisać kilka słów więcej o odżywce, której ostatnimi czasy używam non stop i powoli dobijam dna. Nie będę Was trzymać w niepewności i napiszę od razu, że podbiła moje serce. Choć produktów Ultra Doux miałam okazję używać, a efekt nie był zadowalający, ta odżywka okazała się fenomenalna. Chcecie wiedzieć, dlaczego się tak zachwycam? Zapraszam do dalszej części postu.


Skład:

Aqua / Water, Hydroxypropyl Starch Phosphate Quaternium-87, Stearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Amodimethicone, Cetyl Esters CI 19140 / Yellow 5 CI 14700 / Red 4, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Argania Spinosa Oil / Argania Spinosa Kernel Oil, Trideceth-6 Chlorhexidine Digluconate, Camellia Oleifera Seed Oil, Limonene, Candelilla Cera / Candelilla Wax, Linalool, Benzyl Alcohol, Propylene Glycol, Isopropyl Alcohol, 2-Oleamido-1,3-Octadecanediol, Geraniol, Cetrimonium Chloride, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Parfum /Fragrance


Odżywkę kupiłam w Biedronce za ok. 5 zł. Spontanicznie wrzuciłam ją do koszyka, pobieżnie zerknęłam na skład i zaryzykowałam. Produkt znajduje się w charakterystycznej dla produktów z serii Ultra Doux opakowaniu, 200 ml buteleczka, z której łatwo wydobyć pomarańczową substancję. Zapach odżywki jest dość charakterystyczny, ciężko mi go opisać, długo pozostaje na włosach. Działanie? Cud, miód i orzeszki. Choć tytułowe substancje nie znajdują się na początku składu, odżywka działa cuda na moich włosach, a do jej największych dokonań należy fakt, iż włosy rozczesują się niemal bezproblemowo! To ogromny sukces jeśli chodzi o odżywki do włosów. Po jej użyciu włosy są lekkie, sypkie i lśniące. Używam jej dwojako- jako odżywkę na kilka minut, oraz jako maskę- na ok. 30 minut. W obu rolach wypada znakomicie. Po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że włosy są w lepszej kondycji i sprawiają coraz mniej problemów przy rozczesywaniu. Odżywka nie przyspiesza przetłuszczania włosów, nie powoduje skutków ubocznych oraz nie obciąża włosów. Jestem nią po prostu zachwycona i z pewnością sięgnę po kolejne opakowania. Dawno nie miałam takiego cudeńka w swoich zbiorach. Innymi słowy, cudowne olejki zdziałały cuda. Kusi mnie również szampon z tej serii, może kiedyś zdecyduję się na jego zakup.


Jestem bardzo ciekawa, czy znacie tą odżywkę i jakie jest Wasze zdanie na jej temat.
 Koniecznie dajcie znać w komentarzach :*

czwartek, 5 listopada 2015

Co nowego w październiku?

Niestety, czas nie pozwala mi na regularne pisanie postów. Staram się jak mogę i na pewno nie zawieszę działalności, co to to nie. Posty będą się pojawiały tak często jak tylko będzie to możliwe. Minął październik, więc czas na nowości, jakie zagościły w moich kosmetycznych zbiorach w ostatnim czasie. Nie jest tego wiele, wciąż zużywam zapasy. Jednak mimo wszystko kilka produktów udało mi się zakupić i w dzisiejszym poście przedstawię je Wam.


W Drogerii Laboo trafiłam na -40% promocję na markę Maybelline. Zdecydowałam się na zakup podkładu Affinitone oraz korektora z tej samej serii. Jak na razie jestem zadowolona z użytkowania. Podkład jest lekki i wygląda bardzo naturalnie, korektor natomiast spełnia rolę bazy i maskowania lekkich sińców pod oczami. Jestem ciekawa co wyniknie z naszej dalszej współpracy.


O odżywce Joko pisałam Wam w tym poście. W Hebe udało mi się upolować w promocji krem CC Eveline, na który czaiłam się bardzo długo. Jestem nim zachwycona! Może występować solo jako delikatny podkład, stosuję go również jako bazę. Rzeczywiście moje czerwone policzki zostają stonowane i czerwień jest mało widoczna. Mam nadzieję, że go nie wycofają.


W Hebe skusiłam się również na mgiełkę upiększającą Timotei. Ma świetny skład, lecz nie zauważyłam alkoholu na początku (za gapowe się płaci.......). Stosuję ją ostrożnie, może coś wyjdzie z naszej znajomości. W Biedronce natomiast wrzuciłam do koszyka wazelinę Vaseline. Ostatnio niemal co dwa tygodnie zmagam się z opryszczką więc natłuszczanie ust jest bardziej niż konieczne.


I to by było na tyle... Mało produktów, ale po zużyciu zapasów na pewno wybiorę się na większe zakupy :)
Co u Was nowego wpadło w październiku?

sobota, 31 października 2015

Maraton filmowy na Halloween- moje propozycje

Na maraton filmowy w Halloween chciałam wybrać się z Narzeczonym od dawna. Niestety, cena (za 2 osoby ok. 90 zł) odstrasza. Z drugiej strony- raz w roku moglibyśmy sobie na to pozwolić. Jednak nasze miasto nie oferuje nic wow. Filmy, które premierę miały rok temu, w dodatku oglądałam je i szału nie ma. Naprawdę wolałabym obejrzeć w kinie kilka starych filmów, horrorów wszech czasów, gdzie rzeczywiście mogłabym się bać. Efekty w kinie zdecydowanie dodają dreszczyku emocji. Niestety kino w tym roku odpada, dlatego postanowiłam zaspokoić swoją potrzebę strachu i sama wybrałam dla nas repertuar. Są to filmy, które już oglądałam, jednak wywarły na mnie ogromne wrażenie i z chęcią obejrzę je jeszcze raz. Wyjdzie taniej niż w kinie, bo zapłacimy w sumie tylko za piwo i czipsy... :D Jesteście ciekawe jakie filmy wybrałam na dzisiejszą noc? Zapraszam.


Koszmar z ulicy Wiązów, 1984 r.



"Nancy (Heather Langenkamp) coraz częściej miewa koszmary z Freddym Kruegerem (Robert Englund) w roli głównej, który chce ją zabić. Ten pan znany jest dzieciom z wyliczanek i pewnie nieraz maluchy były straszone przez rodziców słowami: "Jak będziesz niegrzeczny to przyjdzie po ciebie Freddy". Jedna z koleżanek Nancy w czasie takiego snu nagle zaczyna się szarpać, potem zostaje zabita przez niewidzialnego napastnika. Jedynym świadkiem jest chłopak ofiary, który automatycznie staje się podejrzanym o dokonanie morderstwa. Rozpoczyna się walka, w której jest jedna zasada - "Cokolwiek byś nie robił, nie zasypiaj!"--> FILMWEB

Mój koszmar z dzieciństwa. Będąc dzieckiem oglądałam Koszmar... bez dźwięku. Odgłos zgrzytających ostrzy Freddy'ego przyprawiał mnie o panikę. Dziś chętnie wrócę do wspomnień z dzieciństwa, lecz obejdzie się bez paniki. Stawiam na wersję z 1984 roku- remake z 2010 roku nie dorasta jej do pięt.                      


Halloween, 1978 r.


"W 1963 r. Michael Myers w brutalny sposób zamordował swoją siostrę. Chłopiec trafił do szpitala dla umysłowo chorych. W 1978 Myers ucieka ze szpitala i w swoim rodzinnym mieście rozpoczyna polowanie na 3 nie zdające sobie sprawy z zagrożenia nastolatki." --> FILMWEB

Tej wersji Halloween nie miałam okazji oglądać. Oglądałam wersję z 2007 roku i bardzo mi się spodobała. Był dreszczyk, strach i ciekawe zakończenie. Jestem bardzo ciekawa wersji oryginalnej, spodziewam się, że będzie lepiej- stary horror- to jest to!


Omen, 1976 r.



"W rzymskiej klinice 6 czerwca o szóstej rano przychodzi na świat martwe dziecko. Ojciec, amerykański dyplomata Robert Thom, jest pogrążony w głębokim smutku. Obawia się o stan psychiczny Katherine, która tak bardzo pragnęła dać mu potomka. Za namową spotkanego w szpitalu księdza Spiletto, w tajemnicy przed żoną adoptuje niemowlę, które urodziło się w tym samym czasie. Jego matka zmarła przy porodzie, chłopczyk nie ma żadnych krewnych. Szczęście Katherine nie ma granic, nawet nie domyśla się, że słodkie maleństwo nie jest jej synkiem..."--> FILMWEB

Choć motyw szatana, duchów i egzorcyzmów nie należy do moich ulubionych jeśli chodzi o horrory, Omen wywarł na mnie ogromne wrażenie. Mały antychryst paraliżuje swym wzrokiem, ścieżka dźwiękowa- mistrzostwo, efekty również na bardzo wysokim poziomie jak na lata 70. Niedawno oglądałam wersję z 2006 roku i muszę przyznać, że jest bardzo dobra. Zazwyczaj jestem dość krytyczna jeśli chodzi o remake starszych pozycji. Tutaj widz zostaje bardzo mile zaskoczony. W dzisiejszą noc jednak stawiam na wersję z 1976 roku.


                       Sinister, 2012 r.                                                              Obecność, 2013 r.



Dwa ostatnie filmy to propozycje moich Obserwujących na Instagramie. Oglądałam oby dwa, zarówno Sinister, jak i Obecność, wywarły na mnie ogromne wrażenie i według mnie są jednymi z nielicznych naprawdę dobrych filmów grozy ostatnich lat. 



Jestem bardzo ciekawa Waszych propozycji filmowych- piszcie w komentarzach! :*

wtorek, 27 października 2015

Jesienna pielęgnacja twarzy

Cześć :) Dziś mam dla Was post o kosmetykach, jakie ostatnio dominują w pielęgnacji mojej twarzy. Nie są to nowości (z wyjątkiem jednego kremu), jednak takiego zbiorczego postu dawno nie było, a kilka kosmetyków wartych jest szczególnej uwagi. Jesteście ciekawe jak dbam ostatnio o moją cerę? Zapraszam.

Oczyszczanie



Jakiś czas temu wspomniałam Wam, że zrezygnowałam z płynu micelarnego na rzecz żelu do demakijażu Isana Young klik. Z efektów jakich daje jestem bardzo zadowolona i nie planuję zmian. Po demakijażu wykonanym za pomocą tego żelu oczyszczam twarz moim ulubieńcem wszech czasów czyli pastą Ziaja Liście Manuka. Gości ona u mnie już długi czas i nie planuję zmian. Do tonizowania używam toniku z tej samej serii. Chciałabym go wreszcie zużyć ;) Nie dlatego, że jest zły, lecz mam chęć na inne nowości.




Odżywianie




Maseczki, jakie lądują na mojej twarzy to mieszanki sporządzane z glinek- głównie błękitnej i zielonej. Mimo niekomfortowej i uciążliwej aplikacji jestem ogromnie zadowolona z efektu. I bardzo lubię tą świadomość, że nakładam na twarz coś w 100% naturalnego. Oprócz glinek stosuję także maseczkę dziegciową Babuszki Agafii. Polecam Wam wrzucić ją do koszyka jeśli tylko gdzieś ją spotkacie. Wiem, że ich dostępność stacjonarnie nie jest najlepsza, ale rozglądajcie się- niedawno widziałam rosyjskie kosmetyki w jednej z aptek.



Na dzień, pod makijaż, używam kremu CC Eveline, którego działanie mi w zupełności odpowiada. Nawilża moją twarz i redukuje zaczerwienienia. Wygląda na tyle ładnie, że może wystąpić solo, a niedoskonałości maskuję korektorem i mogę wyjść do ludzi. Aktualnie szukam dobrego kremu nawilżającego na noc, mogłybyście coś polecić? Na noc nakładam krem Alterra winogronowy. W lato był dla mnie za ciężki, ale teraz jest świetny, moja cera wchłania go w momencie. 


Jak wygląda ostatnio Wasza pielęgnacja twarzy?
Możecie polecić mi dobry krem na dzień? Odpowiedni dla cery mieszanej w kierunku tłustej lub tłustej. Czekam na Wasze propozycje :*

piątek, 23 października 2015

Mydło Cedrowe Babuszki Agafii- wielofunkcyjny hit ze wschodu

Wielofunkcyjność to cecha kosmetyku, którą bardzo sobie cenię. Co weekend wyjeżdżam więc przewożenie wielu kosmetyków jest nie tylko uciążliwe, ale i ryzykowne ze względu na możliwe uszkodzenie i wyrządzenie szkód wśród elementów bagażu. Zakup recenzowanego mydła nie był pokierowany ów wielofunkcyjnością, wszystko wyszło w praniu. Nie sądziłam, że ten kosmetyk tak mnie sobą oczaruje, a jednak. Dopisuję go jako kolejnego ulubieńca zza wschodnich granic.


Opis producenta

Mydło cedrowe nasycone korzystnymi właściwościami ziół i olei dba o zachowanie młodości włosów i ciała. Olej z cedru syberyjskiego – źródło witamin i minerałów aktywnie regeneruje zniszczoną strukturę włosów i chroni je przed promieniami UV. Beżyna syberyjska dzięki zawartości flawonoidów odżywia skórę głowy i wzmacnia cebulki włosowe, natomiast żywica sosnowa ze względu na dużą zawartość olejków eterycznych wzmacnia właściwości ochronne skóry. Odżywienie oraz nawilżenie zyskamy dzięki czerwonym jagodom jałowca, które bogate są w kwasy organiczne, a organiczny olej arnikowy zawierający garbniki oraz witaminę C hamuje wypadanie włosów, a także pomaga w walce z łupieżem. Korzeń mydlnicy lekarskiej zapewnia naturalne, delikatne, a jednocześnie doskonałe oczyszczenie i pielęgnację zarówno ciała jak i włosów. Nie zawiera parabenów, SLS, silikonów, brak syntetycznych aromatów i barwników, bez sztucznych konserwantów i polietylenu. 
W przypadku włosów niewielką ilość mydła nanieść na ręce, spienić, nanieść na włosy, a następnie spłukać wodą. Używać w ten sam sposób również na ciało. 


Skład:

Aqua, Pinus Sibirica Oil, Sorbitol, Sodium Cocoyl Isethionate, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Stearic Acid, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Empetrum Sibiricum Extract, Juniperus Oxycedrus Extract, Organic Arnica Montana Oil, Saponaria Officinalis Extract, Pinus Sylvestris Tar, Cedrus Deodara Oil, Guaiacum Officinale Balm, Caramel, Chlorophylin Copper Complex, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid.

Zacznę tradycyjnie od walorów technicznych. Mydło znajduje się w 300 ml słoiczku, dzięki któremu aplikacja jest naprawdę wygodna- mogę wydobyć taką ilość kosmetyku jaka mi odpowiada. Zapłaciłam za nie 14 zł w sklepie zielarskim. Konsystencja żelowa, gęsta, wyglądem przypomina żywicę, a zapachem przywołuje woń aromat lasu. Jego wydajność jest znakomita. Produktu używam od kilku miesięcy, a zużyłam dopiero pół. Używam go głównie do mycia włosów, ale i nie tylko! Poniżej przedstawię Wam zastosowania jakie znajduję dla cedrowego mydła Babuszki Agafii.

Włosy

Jak wspomniałam, to był główny motyw zakupu produktu. Mycie włosów. Mydło świetnie się pieni, nawet jego niewielka ilość wystarcza na dokładne umycie moich długich włosów. Bardzo dobrze radzi sobie ze zmyciem olejów i wszelakich mieszanek jakie nakładam na włosy. Nie powoduje łupieżu ani innych podrażnień. Włosy są domyte, puszyste i lekko odbite od nasady. Nie przyspiesza przetłuszczania włosów- wręcz przeciwnie! Mam wrażenie, że je ograniczył. 

Twarz

Aby nie wozić ze sobą kosmetyków do mycia twarzy, używam właśnie tego produktu. Bardzo ładnie domywa cerę z resztek makijażu, nie podrażnia jej ani nie wysusza. I o to właśnie chodzi.

Ciało

Mydło z powodzeniem zastępuje żel pod prysznic, jednak w tej formie stosuję je wyłącznie w sytuacjach awaryjnych, ponieważ szkoda mi tak świetnego produktu na tak banalne zastosowanie ;)

Higiena intymna

W tej kwestii mydło cedrowe również spisuje się na medal. Nie podrażnia okolic intymnych, myje i odświeża. Tego oczekuję od produktów przeznaczenia intymnego, a Babuszka Agafia w tej roli się spisała.


Mydło Cedrowe Babuszki Agafii rozkochało mnie w sobie od pierwszego użycia i z pewnością zdecyduję się na kolejne opakowanie. Może tym razem będzie to wersja miodowa?