piątek, 29 sierpnia 2014

Garnier Fructis Oleo Repair odżywka do spłukiwania

Cześć :) Dziś mam dla Was recenzję odżywki, którą dodaję do grona ulubionych odżywek- stawiam ją na równi z Gliss Kur, a nawet wyżej. Czytałam wiele pozytywnych recenzji na jej temat i w końcu postanowiłam przekonać się na własnych włosach, czy wszystkie ochy i achy skierowane w jej stronę znajdą potwierdzenie w mojej pielęgnacji włosów. 




Skład:


Konsystencja: gęsta, treściwa, przez co odżywka jest bardzo wydajna
Zapach: owocowy, wyczuwam przewagę bananowej nuty
Pojemność/cena: 200ml/ ok. 10zł
Dostępność: Rossmann, Biedronka, markety, drogerie


Moja opinia

Odżywkę kupiłam przede wszystkim ze względu na to, że należy do grupy odżywek emolientowych, moje włosy uwielbiają taki rodzaj pielęgnacji. Kupiłam ją w Biedronce, za ok. 10zł, znajduje się na stałe w asortymencie. Używam już jej dość długo (choć nie przy każdym myciu) i śmiało mogę stwierdzić, że pokochałam tego owocowego cudaka. W składzie możemy odnaleźć oleje, ekstrakty z owoców. Jest niezwykle wydajna ze względu na swoją treściwą konsystencje- wystarczy niewielka jej ilość, aby pokryć moje długie włosy. Już podczas nakładania czuję, jak delikatne robią się włosy. Ja nakładam ją na około 5 minut i taki czas uważam za optymalny, aby drogocenne substancje wniknęły w głąb włosa. Czytałam opinie niektórych Blogerek, iż odżywka działa lepiej, gdy jest trzymana krócej, a nie dłużej- jak np. maski do włosów. Pięknie pachnie, zapach charakterystyczny jest dla linii Fructis- owocowy, ja wyczuwam jednak w największym stopniu nutę bananową, utrzymuje się dość długo na włosach. Po spłukaniu nie ma najmniejszych problemów z rozczesaniem włosów. Natomiast efekt po wysuszeniu jest bardzo podobny do efektu, jaki pokazywałam Wam we wczorajszym poście. Włosy są niezwykle miękkie i puszyste, delikatne i pachnące- nawet mój Narzeczony zachwyca się ich zapachem. 
Na chwilę obecną stwierdzam, iż z pewnością kupię tą odżywkę ponownie, gdy tylko skończę bieżące opakowanie. 

Podsumowując:

+cena, dostępność, wyjdajność
+zapach
+konsystencja
+ładny skład
+efekt uzyskany po spłukaniu
+ułatwienie rozczesywania

brak minusów!

Moja ocena: 5/5

Miłego weekendu Kochane :*

czwartek, 28 sierpnia 2014

Schauma Baby szampon i żel do mycia ciała dla dzieci

Dziś recenzja szamponu, co do którego niestety zawiodłam się. To mój ostatni produkt Schaumy i nie mam zamiaru powracać do kosmetyków tej firmy. Kupiłam go już jakiś czas temu, więc wypada go zużyć. Powoli dobijam dna, więc jednak spróbuję napisać kilka słów o nim.




Skład:


Konsystencja: gęsta, "glutowata"
Zapach: brak
Pojemność/ cena: 250ml/ ok. 5zł
Dostępność: kupiłam go w Biedronce, 
ale nie widziałam go w innych drogeriach/marketach


Moja opinia:

Szampon wpadł mi w oko pewnego razu w Biedronce. Ładne opakowanie przykuło moją uwagę, poza tym- 5zł to nie majątek, więc stwierdziłam, że dołożę go do zapasów, w końcu szamponu zużywam w ekspresowym tempie. Zacznę od plusów, jest ich niewiele. Brak zapachu oraz brak podrażniania- stosowałam go jako szampon, czasem żel pod prysznic i stwierdzam, że jest bardzo delikatny. Domywa oleje. I to chyba koniec jego zalet...
Potrzeba go bardzo dużo, aby wytworzył pianę (wiem, że to zapewne zasługa braku silnych detergentów), która dla mnie jest podstawą mycia włosów, przez co nie jest wydajny. Użyłam go dosłownie kilka razy i już dobijam dna- jednak cieszę się z tego powodu. Niesamowicie plącze włosy. Przyznam, że jak mam umyć nim włosy, to krew mnie zalewa. Włosy nawet po użyciu odżywki ciężko rozczesać. Myślę, że jako żel pod prysznic dla alergików byłby ok, ale ja kupiłam go z myślą o myciu włosów, alergikiem nie jestem i zwyczajny żel mi wystarczy. 
Nie polecam tego szamponu, ani firmy Schauma. Nie dajcie się zwieźć ładnemu nadrukowi :P

Moja ocena:
2/5

Ulubieńcy sierpnia

Tradycyjnie, pod koniec miesiąca, czas na ulubieńców. W sierpniu nie dokonałam ogromnych zakupów, dzielnie zużywam zapasy, jednak do koszyka wpadło kilka produktów, które jednocześnie stały się moimi perełkami. Nie znajdują się w tym gronie wyjątkowo lakiery do paznokci, gdyż, po 1: nie kupiłam nowych, po 2: rzadko malowałam paznokcie ze względu na wykonywaną pracę. 



W tym miesiącu powróciłam do lubianej odżywki w sprayu Gliss Kur z jedwabiem. Mam do niej sentyment ze względu na nieocenioną pomoc w rozczesywaniu. Ze względu na skład, dobrze zabezpiecza przed wysoką temperaturą oraz czynnikami zewnętrznymi. Czaję się na kolejne wersje. Po raz pierwszy zaczęłam również eksperymentować z gliceryną, którą dodaję do niektórych masek/odżywek oraz własnoręcznie wykonywanych mikstur. Bardzo dobrze nawilża włosy i tuninguje maski. O odżywce Garnier Oleo Repair napisałam osobną recenzję, to mój KWC (obok Gliss Kurów). Odkryciem natomiast została maska Isany z olejkiem arganowym, której to odkrycie zawdzięczam Agnieszce . Niestety, zaczęła znikać z Rossmannowych półek i nie wiem, gdzie się podziewa. Pisałam już, że na jej miejscu pojawiają się nowe... Smuci mnie to niezmiernie, gdyż maska ta przecudownie działa na moje włosy. Ale nie będę zdradzać szczegółów, będzie recenzja.


W tym miesiącu niestety (a może i stety) nie zaszalałam z pielęgnacją, z powodu braku czasu. Być może we wrześniu będę miała go nieco więcej- dla każdego aspektu urody.
A jakie produkty stały się Waszymi ulubionymi w mijającym miesiącu? Piszcie koniecznie. :)

środa, 27 sierpnia 2014

Środa dla włosów

Przyznaję się bez bicia, ostatnio nie poświęcam swoim włosom tyle uwagi ile powinnam. A wszystko przez brak czasu. Po praktykach jestem wykończona psychicznie i jedyne na co mam ochotę, to położyć się i odpocząć. Dlatego chociaż raz w tygodniu staram się zafundować im nieco dobroci.


Dziś postawiłam na mieszankę, którą moje włosy bardzo lubią. Odżywkę Isany zmieszałam z masłem do ciała, gliceryną oraz olejkiem Babydream. Tak przygotowaną miksturę nałożyłam na włosy na około godzinę.



Następnie umyłam włosy Schaumą dla dzieci i nałożyłam na kilka minut moją ulubioną w ostatnim czasie odżywkę Garnier Fructis Oleo Repair (recenzja wkrótce na blogu). Po spłukaniu odżywki, zafundowałam włosom płukankę z uprzednio przygotowanego wywaru ze skrzypu polnego. Przyznam szczerze, że to moja pierwsza płukanka i jestem raczej na tak. Choć włosy wydawały się nieco `tępe` w dotyku, po wysuszeniu prezentowały się znakomicie. 



Miękkość i gładkość chyba jest widoczna gołym okiem. Włosy są sypkie, nie puszą się, są niezwykle delikatne w dotyku, o dziwo nie ma przyklapu. Moje włosy bardzo lubią takie mieszanki, choć wydają się one czasem dziwne nawet dla mnie. Jeszcze nie zdarzyło się, aby po takich mieszankach były przetłuszczone, obciążone, czy też bez życia- jak widać, eksperymentowanie im służy. Poniżej kilka zdjęć.




wtorek, 26 sierpnia 2014

TAG: 5 kosmetycznych rzeczy, których wcale nie chcę mieć

Dziś mam dla Was TAG, który rzucił mi się w oczy już jakiś czas temu. Postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma kosmetycznymi rzeczami, których nie chcę mieć i w ogóle mnie do nich nie ciągnie.

1. Luksusowe kosmetyki.

Nigdy nie miałam parcia na luksus. Przez myśl również nigdy mi nie przeszło, aby kupić krem do twarzy za 200 zł, perfumy za 500zł, odżywkę do włosów za 50zł, czy balsam do ciała za 100zł. Nie potępiam osób, które są skore tyle zapłacić za kosmetyk- mnie po prostu na takie luksusy nie stać i tyle. Co więcej, miałam okazję użyć kilka razy podkładu/ tuszu z wyższej półki cenowej i muszę przyznać, że SZAŁU NIE MA. Zatem, po co przepłacać? 

2. Lakiery Essie

Choć ich kolory są przepiękne, a paleta barw niemal nieograniczona, nigdy nie kupię żadnego z tych lakierów. Dlaczego? Z prostej przyczyny. Moje paznokcie należą do bardzo kapryśnych i mało który lakier utrzymuje się na nich dłużej niż 3 dni- nie wierzę, że Essie utrzymałyby się dłużej. Poza tym, lubię malować paznokcie, często zmieniam na nich kolory. I szkoda mi wyłożyć 30zł na lakier do paznokci, gdzie za taką cenę mogę kupić co najmniej trzy odpowiednik Essiaków. Nie ciągnie mnie do nich i tyle.

3. Czerwona szminka

Choć to klasyka i mawia się, że każda kobieta takową powinna mieć w swojej kolekcji, ja wyglądałabym w niej co najmniej komicznie. Tyle na ten temat.

4. Profesjonalne pędzle do makijażu

Nie jestem profesjonalistką i takie nie są mi potrzebne. Mam pędzel do podkładu, bronzera, różu, pudru, cieni i za pomocą nich robię całkiem przyzwoity makijaż. Nie potrzebuję kilkunastu rodzajów pędzli, zapewne nie umiałabym się nawet nimi obsłużyć. 

5. Szczotka do twarzy Clarisonic

Gdy zobaczyłam jej cenę, prawie spadłam z krzesła. Przenigdy nie zdecydowałabym się na jej zakup. Wyczytałam też opinie, że nie każdemu ona odpowiada. Nie wyobrażam sobie, że wydałabym około 700zł na urządzenie, które okazałoby się totalnym niewypałem. Mam szczotkę do twarzy z Biedronki, ona zupełnie zaspokaja moje urodowe potrzeby.


Nie chciałabym, aby ktoś poczuł się urażony po przeczytaniu tego posta. Głównym kryterium doboru wyżej wymienionych produktów była cena. Przypuszczam, iż gdybym dysponowała większymi zasobami finansowymi, lista powyższych byłaby zupełnie inna. Nie krytykuję w żaden sposób osób, które wydają większe sumy na produkty kosmetyczne.