wtorek, 12 maja 2015

Pierwsze urodziny bloga

Rok temu właśnie o tej porze czyniłam pierwsze- jakże nieśmiałe kroczki w Blogosferze. Myślałam, że blog okaże się moją kolejną zachcianką i tak szybko odłożę go w kąt jak szybko wzięłam się za pisanie. A jednak tak się nie stało i ku mojemu (i nie tylko mojemu) zaskoczeniu mój blog ma już roczek i zamierzam obchodzić kolejne rocznice. 


Co zyskałam dzięki blogowaniu? Przede wszystkim poznałam wspaniałe osoby i to uważam za największą korzyść płynącą z prowadzenia bloga. Kolejne aspekty dotyczą już stricte pielęgnacji. Zaczęłam świadomie wybierać kosmetyki- nie tylko te do włosów. Przed zakupem dokładnie analizuję składy (wreszcie się tego nauczyłam :D) i przeglądam opinie innych Blogerek, takie źródło informacji uważam za najbardziej rzetelne. Dzięki Wam odkryłam wiele perełek kosmetycznych, które okazały się moimi KWC. Udało mi się nawiązać kilka współprac, wygrać kilka rozdań- za wszystko dziękuję serdecznie.

A teraz garść statystyk:
* Na chwilę obecną liczba moich Czytelników wynosi 439 co jest dla mnie świetnym wynikiem.
* Liczba wyświetleń przez rok wyniosła ponad 95 tys.
*Razem napisałyśmy ponad 7 tys. komentarzy.
*Napisałam dla Was 191 postów.

Wiem, że to tylko liczby, ale każda z nich cieszy niebywale. Mimo wszystko świadczy to o tym, że ktoś jednak czyta moje wypociny i od czasu do czasu do mnie zagląda. Dziękuję wszystkim Czytelnikom za czas spędzony na moim blogu i zapraszam na więcej :) Postaram się, aby blog był jeszcze ciekawszy. W niedługim czasie szykuję dla Was rozdanie, wyczekujcie cierpliwie :)
Mam nadzieję, że za rok o tej porze spotkamy się w podobnym wpisie.

**********************************

Tak z innej beczki, chciałam jeszcze przypomnieć Uczestniczkom olejowania włosów o terminie nadsyłania zdjęć i maili z wrażeniami dot. olejowania itd. Czekam jeszcze dziś, maksymalnie do jutra :)
Edit: Jeśli na zdjęciach nie widać kolosalnej różnicy- nie musicie ich wysyłać. Najbardziej mi chodzi o Wasze wrażenia, wybór oleju oraz czy zauważyłyście zmianę w kondycji włosów.

niedziela, 10 maja 2015

Płyn micelarny Garnier dla skóry normalnej i mieszanej

Cześć :) Obowiązek obywatelski spełniłam, mogę zabrać się za pisanie posta. Dziś chciałam Wam napisać kilka słów o płynie micelarnym Garnier. Jakiś czas temu był boom na różową wersję, ale ja pozostałam oporna. Gdy jednak na rynku pojawił się wariant płynu dla cery normalnej i mieszanej- uległam. Czy opłaciło się? Tego dowiecie się w dalszej części postu.


Skład:
Skład: Aqua / Water, Hexylene Glycol, Glycerin, Alcohol Denat., Poloxamer 184, Polyaminopropyl Biguanide, Disodium Cocoamphodiacetate, Disodium EDTA (B172462/1).

Na wstępie zaznaczam, że nie mam porównania do wersji dla skóry wrażliwej. Micel kupiłam w Biedronce w cenie ok. 12 zł za 400 ml co uważam za dobry deal. Skład produktu jest dość krótki. Płyn jest bezzapachowy. Gdy Mariola napisała mi, że w składzie jest alcohol denat, nieco się przeraziłam, ale nie dałam za wygraną. Płyn świetnie radzi sobie ze zmywaniem makijażu. Używam kosmetyków niewodoodpornych i z takimi radzi sobie bez zarzutu. Nie podrażnia ani oczu (nie szczypie, uff), ani całej cery, czym jestem mile zaskoczona, bo podejrzewałam, że zawarty w płynie alkohol może mnie podrażnić. Nie zauważyłam też wysuszenia skóry, czy też wysypu niedoskonałości. Ogólnie jestem na tak. Płyn jest bardzo wydajny, spełnia się w swojej roli znakomicie. Być może jeszcze do niego wrócę, jak wiecie- uwielbiam odkrywać i testować nowe produkty. Z czystym sumieniem mogę go polecić osobom o cerze tłustej i mieszanej. Nie wiem, jak zadziałałby na osoby o skórze wrażliwej.

piątek, 8 maja 2015

Haul kwietniowo- majowy

Cześć :) Jednak udało mi się zebrać do tego posta wcześniej niż zapowiadałam. Z góry zaznaczam, że trochę tego jest. Ale przecież zachcianki są po to, aby je spełniać, czyż nie? Jeśli jesteście ciekawe na co sobie pozwoliłam na przełomie kwietnia i maja- zapraszam do dalszej części moich wypocin.


Obok promocji w Rossmannie nie mogłam przejść obojętnie. Podczas tygodnia twarzy nie odwiedziłam drogerii, za to podczas  oczu zaszalałam. Kupiłam trzy eyelinery na zapas oraz 7 mascar. Dużo? Owszem. Żadnego tuszu nie otwierałam (chyba, że ktoś to zrobił przede mną...) więc poczekają spokojnie na swoją kolej. Zawsze robię większe zapasy podczas tego typu promocji. Za całość zapłaciłam niecałe 60 zł.


Podczas pierwszego dnia ust skusiłam się na dwie pomadki Wibo Glossy Temptation w odcieniach 3 i 6. Spontanicznie wrzuciłam do koszyka również preparat Sally Hansen do skórek. Poleciła mi go kochana Ania i nie żałuję, że dałam się skusić. Mam żel do skórek Wibo i myślałam, że on jest dobry, ale SH przy nim to mistrz.



Dorzuciłam jeszcze do koszyka pomadkę BabyLips od Maybelline oraz jagodowe masełko Nivea. Jestem zaskoczona, ponieważ w innym Rossmannie pani mi powiedziała, że produkty pielęgnacyjne nie są objęte promocją. A w innych dwóch, że są. Ciekawa jestem jak było u Was. Koniec końców zapłaciłam prawię połowę mniej :)


W drogerii Laboo nie mogłam przejść obojętnie obok Kallosa Aloe. Dorzuciłam jeszcze odżywkę Biały Jeleń, płyn do higieny intymnej oraz szampon przeciwłupieżowy Radical. Ostatnio pojawił się na moim skalpie łupież i winowajcą chyba jest masażer. Odstawiłam, stosuję szampon i jest lepiej.


Wreszcie dojrzałam do zakupu szamponu Equilibry oraz żelu aloesowego GorVita. A to wszystko dzięki Adze. Zamówienie zrobiłam na stronie doz.pl i na pewno zamówię tam jeszcze raz. Nie wiedziałam, że to tak działa. W ciągu kilkunastu godzin od zamówienia odebrałam produkty z apteki. 


W drogerii Laboo skusiłam się również na odżywkę do paznokci Golden Rose Black Diamond. Czytałam o niej wiele dobrego, a że nie zawiera formaldehydu, musiałam ją mieć. 


Moją największą spełnioną zachcianką jest zestaw do manicure hybrydowego. Pierwsze hybrydy już zrobiłam. Niestety, czytałam, że u wielu osób nie sprawdziły się lakiery Em Nail, ciężko się je zmywało itd. Ubolewam nad tym. Szczególnie dlatego, że są w miarę tanie. Semilaczki swoje kosztują... Jednak jedna z Instagramowiczek poleciła mi lakiery Cosmetics Zone, które są tańsze i równie dobre jak Semilac. Więc za miesiąc zaopatrzę się na pewno w kilka kolorów. Aczkolwiek mam nadzieję, że u mnie sprawdzą się te lakiery, które były w zestawie.


Zamówiłam również trzy Semilaczki w odcieniach widocznych na zdjęciu. Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia więc musiały być moje. Jutro będę testować na mamie. Zdecydowałam się też na próbki minerałów od Annabelle Minerals. Po pierwszych użyciach jestem oczarowana i prawdopodobnie niedługo kupię pełnowymiarowe opakowanie. Krówkę i krem dostałam w gratisie. Niestety, nie jestem w 100% zadowolona z zakupów jeśli chodzi o realizację. Wprowadzanie klienta w błąd nie jest na miejscu. Odniosłam wrażenie, że skoro wysyłka była za free, to nie musieli się spieszyć...



Ostatnie już zakupy to krem Ziaja 25+, który już miałam okazję używać, jednak dobiłam niedawno dna. Będzie idealny pod makijaż, Alantan Dermoline również zdenkowałam. Próbki dostałam od przemiłej pani ze stoiska formowego Ziaja. Płyn Facelle wrzuciłam do koszyka ze względu na magiczną metkę CnD. Ta wersja chyba zostaje wycofywana... 

Gratuluję wytrwałym, którzy dobrnęli do końca postu. Zapasy uzupełniłam na długi, długi czas. :)

czwartek, 7 maja 2015

Kwietniowe olejowanie włosów- przypomnienie



Dziś krótkie przypomnienie. Jutro ostatni dzień naszej akcji związanej z olejowaniem. 
Proszę Was o nadsyłanie zdjęć najpóźniej do 12.05. (wtorek). Post podsumowujący postaram się napisać jak najszybciej. Buziaki :*

środa, 6 maja 2015

Eveline SOS dla spierzchniętych ust

Cześć Na wstępie powiem, że post z nowościami i zakupami pojawi się prawdopodobnie w niedzielę lub poniedziałek. Raczej nie uda mi się go naskrobać wcześniej. Dziś za to post o pomadce ochronnej, którą bardzo polubiłam.
Balsamy i pomadki do ust to produkty, których w moim przypadku nigdy zbyt wiele. Zużywam je w ekspresowym tempie. Zadbane usta to podstawa- zarówno zdrowego wyglądu, jak i wyglądu kolorowej szminki. Nie lubię uczucia spierzchnięcia do tego stopnia, że nie jestem w stanie zasnąć, jeśli nie nałożę na usta grubej warstwy balsamu lub pomadki ochronnej. Ot, takie zboczenie, poniekąd słuszne. Dlatego, gdy w paczuszce od Eveline znalazł się balsam do ust, byłam niezwykle uradowana i od razu zabrałam się do testowania produktu.


Opis ze strony producenta

NATYCHMIASTOWA ULGA DLA SUCHYCH, SPIERZCHNIĘTYCH I POPĘKANYCH UST

SOS odżywczo – regenerujący balsam do ust jest przeznaczony do codziennej pielęgnacji ekstremalnie wysuszonej skóry ust. innowacyjna formuła bogata w zaawansowane składniki aktywne działające w synergii z olejkiem arganowym intensywnie nawilża, regeneruje i zmiękcza skórę ust, zapobiegając pękaniu i pierzchnięciu. Odbudowuje naturalną warstwę hydrolipidową naskórka i chroni go przed ponowną utratą wilgoci. filtr spf 20 chroni delikatną skórę ust przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Natychmiast po zastosowaniu suche, spierzchnięte i popękane usta odzyskują komfort, stają się miękkie, jędrne i gładkie. Innowacyjne składniki aktywne: olejek arganowy, masło kakaowe, wosk pszczeli , lanolina, witaminy e+c, spf 20.

Dostępny w 3 wariantach smakowych:

- CLASSIC- o smaku wanilii

- CHERRY – o smaku wiśni

- STRAWBERRY – o smaku truskawki


Mój egzemplarz to wariant klasyczny. Jego cena wynosi ok. 8 zł za 4,5 g, dostępny jest w drogeriach i marketach. 


Po otwarciu opakowania moja pierwsza myśl- Carmex. Konsystencja jest uderzająco podobna do legendy wśród preparatów do ust, który nie do końca sprawdził się w moim przypadku. Mimo to, nie zniechęciłam się ani trochę. Bardzo przypadła mi do gustu jego formuła- delikatnie i bez trudu sunie po ustach, pozostawiając je silnie nawilżone. Pomadka jest bezbarwna, dlatego śmiało używam jej pod kolorową szminkę. Nie zbiera się nieestetycznie w załamaniach wargi czy kącików. Jej zapach również bardzo mi się spodobał, lecz niestety nie mam pojęcia, do czego mogłabym go przyrównać, aby zwizualizować Wam go choć troszkę. Jest bardzo przyjemny. Balsam pozostawia usta nawilżone na długi czas. Po nocy wstaję z uczuciem głębokiego nawilżenia. Po suchych skórkach nie ma nawet śladu. Pomógł moim ustom w czasie opryszczki, którą nietstey często goszczę na mych ustach. Na jego kolejny plus działa zawartość filtra SPF 20, na lato jak znalazł! Chętnie do niego powrócę, kiedy dobiję dna. Uważam go za miłą odmianę dla osławionego Tisane. 



Produkt otrzymałam w ramach współpracy, 
jednak nie miało to żadnego wpływu na moją ocenę.